Słoneczny kwietniowy poranek 2000 roku. Eric Packer, bohater Cosmopolis, spogląda z okien swojego penthouse’u na budzące się do życia miasto i – nie do końca wiedząc, co zrobić z kolejnym dniem – postanawia wybrać się do fryzjera. Mimo ostrzeżeń szefa ochrony, który zaznacza, że centrum Nowego Jorku będzie sparaliżowane i zatłoczone (z wizytą przybywa prezydent Ameryki, planowany jest również pogrzeb kultowego rapera), Packer wsiada do wyciszonej korkiem, naszpikowanej elektroniką limuzyny i rusza w głąb metropolii. Rozpoczyna się przedstawienie.

 

Packer ma wszystko: miliony dolarów zbite na spekulacji walutami, apartament w centrum Nowego Jorku z rekinem w akwarium i obracającym się wokół własnej osi pokojem (roztacza się z niego widok na całe miasto), bombowiec stacjonujący na pustyni w Arizonie, prywatną kolekcję sztuki, jedną żonę i liczne kochanki. Problemy zwykłych ludzi go nie dotyczą – za wyjątkiem nudy. Packer wciąż potrzebuje nowych bodźców i nie cofnie się przed niczym, by ich zaznać. Zaczyna dość niewinnie: po stosunku prosi kochankę, by poraziła go paralizatorem, a doszedłszy do siebie trwoni miliony dolarów, inwestując w dotknięte kryzysem rynki. Z godziny na godzinę osuwa się w szaleństwo, a w ślad za nim podąża miasto, w którym wybuchają antyrządowe zamieszki. Płoną samochody i ludzie, eksplodują bomby, policja ściera się z demonstrantami w szczurzych maskach; wszystko transmitowane jest na żywo w mediach. Cosmopolis to precyzyjny zapis tej (auto)destrukcji.

 

Dla czytelnika obytego z prozą DeLillo Cosmopolis nie jest jednak książką wyjątkową. Pisarz sięga po tematy i rekwizyty znane ze swoich wcześniejszych powieści: tłum, szaleństwo, media, terroryzm/rozruchy, wyobcowanie. Mamy więc wszystkie elementy delillowskiej układanki, ale nie tworzą one przekonującej całości. Obrzydliwie bogaty biznesmen vs czyhający w ukryciu mściciel, widmo krążące po świecie (komunizmu, kapitalizmu), pogoń za pieniądzem i depersonalizacja jednostki – niemal identyczny zestaw dobrze się sprawdził w Mao II, ale Cosmopolis jest w moim odczuciu książką zbyt teatralną, statyczną. Limuzyna, którą porusza się Packer przypomina scenę, na którą raz po raz wkraczają drugoplanowi aktorzy, by odbyć rozmowę z mistrzem. Trzeba zaznaczyć, że te dialogi – podobnie jak główny bohater – wydają się papierowe, nieprawdziwe, miejscami wręcz pretensjonalne.

 

Nie jest to najlepsza rzecz, jaką napisał DeLillo, ale warto po nią sięgnąć choćby ze względu na elektryzujące opisy demonstrantów, które stanowią najmocniejsze fragmenty książki. Cosmopolis jest tematycznym rozwinięciem wcześniejszej o przeszło dziesięć lat powieści Mao II: pisarza zastąpił biznesmen, dokonała się rewolucja technologiczna, ale nie zmienił się zasadniczy przekaz – „przyszłość  należy do tłumów”.

Advertisements