Solo Rana Dasgupty otwiera sugestywny obraz. Na skutek wzniesienia tamy pewne miasto zostało zalane wodą. Osiemdziesiąt lat później zaporę rozebrano. Gdy poziom rzeki opadł, ukazały się pokryte mułem i wodorostami ulice, stare budynki, dawne modele aut, słowem: przeszłość. Zapomniane znów dało o sobie znać. Jeśli to miasto potraktujemy jako metaforę pamięci, to Ulrich – bohater Solo – będzie jego najczulszym i jedynym archeologiem.

Ulrich, prawie stuletni, ociemniały starzec snuje pasjonującą opowieść o swoim życiu. Urodzony na początku XX wieku w Bułgarii, w dobrze sytuowanej rodzinie, był świadkiem najważniejszych wydarzeń minionego stulecia: wojen, przewrotów i rewolucji. Doświadczył komunizmu i dwuznacznych uroków demokracji. Mieszkał w międzywojennym Berlinie i komunistycznej Sofii. Wspomina opanowane przez mafię Tbilisi lat 90. i Nowy Jork XXI wieku. Rozmyśla o muzyce (jest niespełnionym skrzypkiem),  dawnych miłościach i eksperymentach chemicznych, nad którymi bezowocnie spędził szmat czasu (marzył o wynalezieniu nowego tworzywa).

Bohater Solo przypomina Borgesa (ślepota, siła opowieści), a jeszcze bardziej – ze względu na te niezliczone wspomnienia, które Urlich w sobie nosi – anioła historii z eseju Waltera Benjamina:

Klee namalował obraz, zatytułowany „Angelus Novus”. Przedstawia anioła, który wygląda, jak gdyby chciał się oddalić

od czegoś, w co się uporczywie wpatruje. Oczy szeroko rozwarte, usta otwarte, skrzydła rozpięte. Tak musi wyglądać anioł historii. Zwrócił oblicze ku przeszłości. Gdzie nam ukazuje się łańcuch zdarzeń, on widzi jedną wieczną katastrofę, która nieustannie piętrzy ruiny na ruinach i ciska mu pod stopy. Chciałby zatrzymać się, zbudzić umarłych i złączyć to, co rozbite. Ale od raju wieje wicher, który napiera na skrzydła i jest tak silny, że anioł nie może ich złożyć. Ten wicher pędzi go   niepowstrzymanie w przyszłość, do której jest zwrócony plecami, podczas gdy przed nim rośnie stos ruin. Tym wichrem jest to, co nazywamy postępem.

Nagromadzenie tylu wątków i aluzji może budzić wątpliwości – czy pisarz zapanował nad wszystkimi elementami powieści, czy nie połączył ich cokolwiek przypadkowo? – które jednak rozwiewają się w czasie lektury. Solo przyjemnie zaskakuje: mamy pełnokrwistego bohatera i spójną, zajmującą narrację. Dodatkowym atutem powieści jest jej klasyczny, elegancki język – brawa dla Michała Kłobukowskiego za świetne tłumaczenie.

Książka Dasgupty jest opowieścią o pasji i pragnieniu spełnienia marzeń za wszelką cenę. Tą ceną, jak podpowiada tytuł, jest samotność: oprócz doglądającej go sąsiadki Ulrich nie ma nikogo. Pozostały mu tylko wspomnienia i „sny na jawie”, wymarzone, alternatywne historie jego życia, które wypełniają drugą połowę powieści. To one są prawdziwym dziełem Ulricha, wirtuoza pamięci. Lektura obowiązkowa.

 

[skrócona wersja tekstu ukazała się wcześniej w xięgarni]

Advertisements