„Idzie jesień, będzie psychicznie trudniej” – jeden z tych niezastąpionych tekstów Świetlickiego, które do mnie co jakiś czas wracają. Przyszła, jest; dobra okazja, by puścić zestaw wierszy moich ulubionych poetów (Świetlicki, Sosnowski, Tkaczyszyn-Dycki, Honet) z październikiem w tle.

 
Słupsk 84
Październikowe i ostre powietrze
lepiej by smakowało w innym mieście, nie tu.
Wsiąść do nocnego, pustego tramwaju,
drzemać tuż przy drzemiącym swym barwnym odbiciu
w zawilgoconej szybie – jechać, drzemać.
Tymczasem jednak sypiam w ośmioosobowej sali
i wykonuję polecenia bydląt.
Tutaj, w złym miesiącu, lepiej widać zmierzchy,
źdźbła trawy, tęcze. Wulkan olśniewa najlepiej
tych, których dotknie palcem lawy.
 
Marcin Świetlicki, z tomu Zimne kraje (1992)
 
Jesień
Oni też przekraczają miarę, burmistrz i elita,
przysyłając listy pełne świetnych ofert
życia tak zawrotnego, że blask na peronach
gra jak pozytywka i ktoś parska śmiechem
kiedy wiatr podrzuca liście i odsłania krew
którą skryło złoto jesieni. I chce się płakać,
bo cierpimy oszczędnie pośród znacznych ofiar.
Ale ktoś komuś tłumaczy, że żyje zachłannie
przeskakując z nocy w pospieszne poranki,
a ktoś tłumi skowyt wkładając wieczorem
ironiczny uśmiech jak dwurzędowy garnitur.
I tylko jesienią zdołasz poznać ideoplastykę
snu, co wyrasta na zboczach powietrza:
in girum imus nocte et consumimur igni
(w koło idziemy nocą i trawi nas ogień).
 
Andrzej Sosnowski, z tomu Życie na Korei (1992)
 
III.
jesień już Panie daleko stąd
zostawiłem swoje dawne i niedawne
ciało jakie jeszcze oglądam
kiedy otwieram jedną furtkę po drugiej
 
bo nigdy dość wspomnień fotografii
nie daj Bóg nikomu widoku
dawnych i niedawnych ciał w jakich się
spodziewam zobaczyć ciebie aniołku
 
u progu pierwszej komunii świętej
do której mam prawo podejść
dlatego że jestem zdolny do grzechu
wybieraj mój diabełku płeć
 
Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, z tomu Daleko stąd zostawiłem swoje dawne i niedawne ciało (2003)


 
październik 1993
jesień. saletra i fosfor.
niebieskie twarze dzieci utopionych
w szambie. kto ma głęboki mózg,
ten poruszony drżeniem kształtów w mroku,
ustawi nawet mijanie ubiegłych godzin,
nawet bieg własnej krwi przeciwko
sobie. moc osobistej rzeźni. w niej moi
najdrożsi, istoty uniesione w drżeniu błyskawicy,
przemiany. odgłosy dawno zapomnianych rozmów,
z dawno zamkniętych okien pozdrowienie
 
Roman Honet, z tomu Baw się (2009)

Advertisements