„Mamy tutaj coś na kształt trójkąta. Ja chcę Tylera. Tyler chce Marli. Marla chce mnie”, czyli Fight Club Palahniuka w pigułce. Brawurowa historia faceta, który cierpi na bezsenność, ale – jak się w końcu okazuje – jego zasadniczym problemem jest jednak rozdwojenie jaźni. Z jednej strony bezimienny narrator, koordynator kampanii wycofywania produktów w amerykańskiej korporacji; z drugiej – Tyler Durden, awanturnik, buntownik, anarchista, który podkłada dynamit (dosłownie) pod fundamenty społeczeństwa konsumpcyjnego.

Byłem zmęczony, szalony i zagoniony, i za każdym razem, kiedy wsiadałem do samolotu, chciałem, żeby ten samolot się rozbił. Zazdrościłem ludziom umierającym na raka. Nienawidziłem swojego życia. Byłem zmęczony i znudzony swoją pracą i meblami i nie widziałem żadnego sposobu, żeby to zmienić.

Na szczęście w życiu narratora pojawił się Durden, który szybko rozprawił się ze stoliczkami z IKEI, zestawem kanapowym, porcelaną, dywanami i tymi wszystkimi zbędnymi przedmiotami, po prostu wysadzając mieszkanie bohatera w powietrze. Dzięki temu obaj mogli zająć się „rozpieprzaniem cywilizacji, żeby lepiej urządzić ten świat”. Na początek zakładając klub walki.

 

Jako że najpierw oglądałem kultową ekranizację powieści w reżyserii Davida Finchera, teraz, czytając Palahniuka, szczególnie uważnie śledziłem te fragmenty, w których pisarz mógł zrobić błąd, przedwcześnie zdradzić czytelnikowi, że Durden i narrator są jedną osobą. Bezskutecznie. Zawsze, gdy pojawia się Marla, jedna z kosmicznych małp lub jakaś inna postać, narrator zostaje sam; Tyler znika, rozpływa się w powietrzu, wychodzi tylnymi drzwiami. Pisarz rozegrał rzecz po mistrzowsku. Dopiero pod koniec powieści okazuje się, że wspomniany na początku „trójkąt” składa się tylko z dwóch osób.

 

Wydana w 1996 roku debiutancka powieść Palahniuka, której zasadniczym celem jest radykalna krytyka konsumpcjonizmu (choć jest to też historia miłosna Tylera i Marli i jedna z najciekawszych powieści o szaleństwie) właściwie wcale się nie zestarzała. Tyle tylko, że Tyler Durden – którego podobizna zdobi dzisiaj mury, kubki, koszulki i internetowe memy – stał się jedną z ikon popkultury, został wchłonięty przez system, który bohaterowie Palahniuka starali się storpedować:

Twoja praca to nie ty. Ilość pieniędzy, jaką masz w banku, to nie ty. Samochód, jakim jeździsz, to też nie jesteś ty. Ani zawartość twojego portfela. Ani nawet twoje pieprzone portki. (…) Jesteśmy średnimi dziećmi historii, wychowanymi przez telewizję w przekonaniu, że kiedyś zostaniemy milionerami, gwiazdami filmowymi i idolami rocka, ale nie zostaniemy. I właśnie się o tym dowiadujemy – powiedział Tyler. – Więc lepiej z nami nie zadzieraj.

Advertisements