Ciemno, prawie noc Joanny Bator – trzecia powieść pisarki, będąca połączeniem kryminału i powieści grozy – to książka wyjątkowa. Bator, pisząc o rzeczach trudnych i ważnych, nie ucieka w groteskę, pisze „poważnie”, klasycznie, z epickim zacięciem. To nie jest kolejna 200-stronicowa książeczka, której lektura rozczarowuje już po kilkudziesięciu stronach, gdy staje się jasne, że autor nie miał nic do powiedzenia. Przeciwnie – Ciemno, prawie noc to ponad 500 stron gęstej, kapitalnie napisanej prozy; wielowątkowa powieść, która od pierwszych zdań trzyma w napięciu i daje mnóstwo czytelniczej satysfakcji.

 

Zasadniczym zrębem powieści jest kryminalna intryga. Alicja Tabor, dziennikarka jednej z warszawskich gazet, wraca po 15 latach do rodzinnego Wałbrzycha, by napisać reportaż o trójce dzieci, które niedawno zaginęły. Jest wietrzny, szary listopad:

stałam na opustoszałym, tonącym w lodowatym deszczu peronie, wdychając zapach węglowego pyłu. (…) Patrzyłam na uśpione miasto, a każde miejsce, które pozostało niezmienione, budziło we mnie jednocześnie niechęć i satysfakcję, jaką daje rozpoznanie po latach pejzażu nieszczęśliwego dzieciństwa.

 Uzbrojona w dyktafon bohaterka rozpoczyna dziennikarskie śledztwo. Kolejne niewyjaśnione zniknięcia wywołują w mieszkańcach strach i gniew, którego pierwsza fala uderza w „obcych”, czyli Cyganów. Wciąż nie ma jednak winnego, więc napięcie i agresja narastają; na wałbrzyskim rynku pojawia się samozwańczy prorok, który, wykorzystując emocje tłumu, wzywa do opamiętania i organizuje zbiórkę pieniędzy na budowę pomnika Matki Boskiej Bolesnej.

 

Wałbrzych jest w Ciemno, prawie noc zarówno symbolem Polski B – zapuszczonej, biednej, zmęczonej, agresywnej, pogrążonej w (religijnym) amoku – jak i pełnym tajemnic miastem dzieciństwa. Do Alicji Tabor wracają bolesne, wyparte wspomnienia: agresywna matka, samobójstwo siostry, wycofany ojciec, który zamiast opiekować się rodziną, szukał skarbu w labiryncie korytarzy znajdujących się w podziemiach pobliskiego Zamku Książ. Podczas dziennikarskiego śledztwa Tabor odkrywa przemilczane dotąd fakty z historii rodziny; retrospekcyjne rozdziały powieści cofają nas do 1945 roku, gdy do Polski wkroczyła już Armia Czerwona, oraz w czasy ponurego PRL-u. Bohaterka, im bliżej jest wyjaśnienia zagadki, tym więcej dowiaduje się o sobie, mamy więc do czynienia ze swego rodzaju powieścią inicjacyjną.

 

Ciemno, prawie noc jest nie tylko nasyconym grozą kryminałem. To również opowieść o nieustannym zmaganiu się dobra ze złem. Bator wprowadziła na karty powieści niesamowite, rozpływające się w powietrzu, prawie nierzeczywiste postaci: kociary, które razem ze swoimi podopiecznymi zjawiają się wtedy, gdy budzi się zło, i „kotojady”, bo tak nazywała zło siostra Alicji, gdy były małe. „Kotojady” nawołują do nienawiści na lokalnym forum internetowym, które przegląda bohaterka w poszukiwaniu informacji (świetne fragmenty zatytułowane, nomen omen, „Bluzg”); to one stoją za zniknięciem dzieci i nieszczęśliwym dzieciństwem Tabor.

 

Nowa książka Bator, moim zdaniem najlepszej polskiej powieściopisarki, nie ma słabych punktów. Wartka akcja, wyraziste i różnorodne postaci, trafne diagnozy, a wszystko spójne, mądre i zajmujące – Ciemno, prawie noc to jedna z najciekawszych powieści ostatnich miesięcy. Nie przegapcie!

Reklamy