Jesteśmy dobrzy w śmierci, może i najlepsi
 
Ćwiczyliśmy śmierć długo na dziesięcioletnich
koleżankach w stawie pod wiszącą skałą,
ciągnąc je za włosy na dno, gdzie tak mało
było czasu, a najpewniej zupełnie nie było
bo nie wyszedł z wody, bo się nie kończyło
 
Nawet najpiękniejszą dziewczynkę z lizakiem
jak z obrazów Balthusa zabiliśmy latem
w strzelaninie z fifek, musiało ją boleć,
gdy się skobel wrzynał w delikatną siatkę
rajtuz i ciął skórę, w tym byliśmy lepsi
 
Niż śmierć, która w sierpniu przychodziła w kratkę
 
My byliśmy mistrzami nie ona, najlepsi
w pluciu mokrym ryżem w odsłonięte miejsca
gdzieś pod kolanami, na mistrzostwach śmierci
do kobiet i dzieci pluliśmy z moździerzy,
pokazali to w faktach, ale ja nie wierzę
 
W fakty, gdzie popatrzę widzę żołnierzyki
i układam je w rządki w śniącej sen piwnicy
na poduszce obok dziewczynki z lizakiem
z obrazów Balthusa rozstrzelanej latem
siedemdziesiąt siedem, dwa tysiące siedem
 
Czy na śmierć zabitej czy na sen to nie wiem

Dariusz Suska, z tomu Duchy dni, Wrocław 2012
zdjęcie: Arthur Tress

Reklamy