Tyrmand! Talent! To jak warszawska bosa dziwka w oczach wyrostka, jak tłusta warszawska kuchta w oczach uczniaka, jak kurwa pijana w oczach ulicznika. Brud i taniocha – a pożądane i zachwycające! Jakiż sex-appeal ma ta saga, na 300 procent warszawski, ten sam co niegdyś czaił się w bramach kamienic na Hożej, czy Żelaznej – ale wówczas tylko się czaił – teraz wybuchnął!

 

Powieść kryminalna, romans brukowy? Ależ tak, i gorzej nawet: romans z bruku zrujnowanego, z ruin i rozdołów. A jednak to lśni, tryska, brzmi, śpiewa… Romantyczny księżyc unosi się nad ruiną miasta i dochodzące z nor, jam, zaułków, mordobicia stają się – znowu! – poetyczne. Tyrmand jest najdoskonalszą kontynuacją naszej romantycznej poezji, on przejął jej pióropusz, on pisze jej ciąg dalszy, ale już na miarę nowej historii: proletariackiej. To jest zniżone do poziomu łobuza, alfonsa, grandziarza itd., ale duch ten sam. A także – ciało! To polskie grzeszne cielsko, z wszystkimi jego zachciewajkami!

 

Opowieść, rzecz jasna, skłamana od a do zet – dla przyjemności czytelnika i przyjemności autora. Ale jakież prawdziwe i polskie to kłamstwo w gatunku wyobraźni, widzenia, w sentymencie i temperamencie. Czy wiecie co to jest, ta książka? To po prostu wódka! Ta sama wóda, która i przed wojną pozwalała w Polsce jakoś znieść życie… tyle tylko, że przed wojną popijało się z kieliszka, a dziś ciągnie się z litrowej flaszy. Ale z niej jest ta zamroczona „fantazja”, bez której nadmiar plajty i bryndza zanadto zupełna byłyby nie do przełknięcia.

 

Przerzucając strony Tyrmanda jakbym szedł przedwojennymi ulicami, Kruczą czy też Hożą, lub może Żelazną, szlakiem naszej historii mordobitnej. I już wtedy wiedziałem, że Tyrmand jest nieunikniony! Że musi wzejść jak księżyc, romantycznie, i wybuchnąć! Właśnie to! Właśnie taka chuligańska, z ruin, z zaułków, księżycowość mordobita i trunkowa!

 

*

Ten kapitalny fragment z Dziennika Gombrowicza zamiast mojego tekstu, przynajmniej na razie. Po pierwsze dlatego, że w pełni się zgadzam z Witoldem, po drugie dlatego, że ostatnio jakoś mi się nie chce pisać.

Reklamy