Desert song

 
Powroty do domu, przez noc, jej ulice. A tu wszystko obce, bez imion, zegar nad komodą powtarza refren „Masz pustkę zamiast podróży”. Potem otwarty balkon, żeby się nie udusić. Szklanka z podłym, sycylijskim winem. Chusteczki, klucze do pokoju ze ślepą kuchnią. W lustrze jakiś człowiek, jego portret, który układają inni, jego ja z puzzli, z zupełnie różnych kompletów. O siódmej jedzie na swoją pustynię. Na dół, do piwnicy, między regały pełne ciemnych historii, kazusów, zdjęć z autopsji. Powinny tylko przepływać, ale niektóre zostają. Zostawiają ślady, zadrapania, rany kłute. Wszystko się dogaduje ze sobą: tynk i pleśń, kornik i drewno, słońce i sople lodu, ofiara i kat. Człowiek gada do ściany, i odpowiada mu jego własne echo.
 
[Kawałek pochodzi z tomu Drugie ja Radosława Kobierskiego – w oryginale zapisany jest wierszem, ale przepisałem jak prozę, bo lepiej mi się komponuje ze zdjęciem Jeffa Brouwsa. Całość chyba wciąż działa tak jak powinna. Pustka i przestrzeń. A wiersze Kobierskiego bardzo polecam]

Reklamy