Perec opowiada w Człowieku, który śpi historię 25-letniego mężczyzny, który pewnego upalnego dnia, pod wpływem impulsu, postanawia przerwać studia, wycofać się z życia, uciec na margines, krótko mówiąc – stać się outsiderem. Zamyka się w pokoju na poddaszu paryskiej kamienicy, całymi dniami leży i wpatruje się w sufit. Swoją egzystencję sprowadza do niezbędnego minimum, do kilku powtarzalnych gestów zapewniających przetrwanie. Popada w coraz większe zobojętnienie, zrywa dotychczasowe kontakty, doznaje uczucia całkowitego wyobcowania. Stopniowo pozbawia swoje życie jakiejkolwiek wagi.

Siedzisz w swoim pokoju bez jedzenia, bez czytania, niemal bez ruchu. Wpatrujesz się w miskę, w półkę, w swoje kolana, w swoje spojrzenie w pękniętym lustrze, w kubek, w wyłącznik. Wsłuchujesz się w uliczne hałasy, w kroplę wody na korytarzu (…) To twoje życie. To wszystko jest twoje. (…) Nie widujesz już przyjaciół. Nie otwierasz drzwi. Nie schodzisz po listy. Nie oddajesz książek, które wypożyczyłeś z Biblioteki Instytutu Pedagogiki. Nie pisujesz do rodziców. Wychodzisz dopiero po zmroku, niczym szczury, koty i potwory. Snujesz się ulicami, wślizgujesz się do brudnych małych kin (…) Czasami wędrujesz całą noc; czasami przesypiasz cały dzień.

Życie wypełniają mu zajęcia bez znaczenia. Grywa samotnie w karty, stawia pasjanse, czyta „le Monde” linijka po linijce, godzinami wędruje po mieście, wchodzi do przypadkowych kin, „odwiedza muzea, bary, dworce, biblioteki publiczne”. Żyje w stanie zawieszenia. Wykonuje automatyczne czynności: pije kawę, myje się, goli, ubiera, pali papierosy, śpi, je, pierze skarpetki. Powoli traci poczucie rzeczywistości. Daje unosić się życiu, dryfuje po jego powierzchni, bez poczucia jakiejkolwiek hierarchii, bez jakichkolwiek upodobań. Uczy się samotności, bierności, obojętności, milczenia.

Twój pokój jest najpiękniejszą z bezludnych wysp, Paryż zaś pustynią, której nikt nigdy nie przemierzył. Potrzebujesz tylko tego spokoju, tego snu, tej ciszy, tego odrętwienia. Niechaj dni zaczynają się i kończą, niechaj czas płynie (…) Niczego nie chcieć. Czekać, aby nie było już na co czekać. Włóczyć się, spać. Pozwalać, aby tłum cię unosił i aby unosiła cię ulica. Wędrować wzdłuż rynsztoków, ogrodzeń i kanałów. Iść nabrzeżem, skradać się pod ścianami. Tracić czas. Porzucić wszelkie plany, zawieść wszelką niecierpliwość. Być bez pragnień, bez urazy, nie odczuwać buntu. Przed tobą, w miarę jak upływa czas, otwiera się życie w bezruchu, bez kryzysów, bez nieładu: żadnych wybojów, żadnego zachwiania. Minuta za minutą, godzina za godziną, dzień po dniu, sezon po sezonie, rozpoczyna się coś, co nigdy nie zazna końca: twoje życie roślinne, twoje życie odwołane.

W Człowieku, który śpi nie ma ani jednego samodzielnie napisanego przez Pereca zdania – tak przynajmniej głosi legenda tej książki. Początkowo Perec chciał opisać swój blisko roczny kryzys słowami Melville’a: „Rzecz jasna, nie mam zamiaru przepisywać Don Kichota jak Borgesowski Pierre Menard, ale mam zamiar, na przykład, przerobić moje ulubione opowiadanie – Bartleby Melville’a. To tekst, który chciałbym sam napisać, ale skoro nie można napisać opowiadania, które już istnieje, a nie chciałem, żeby to był pastisz, postanowiłem napisać je jeszcze raz, by wyszedł inny Bartleby… a właściwie ten sam, tyle że bardziej… jakbym ja go wymyślił”.

W powieści można podobno znaleźć zdania zapożyczone z książek Melville’a, Kafki, Joyce’a, Dostojewskiego, Manna, Dantego, Szekspira, Diderota, Lamartine’a, Sartre’a, Barthèsa, Camusa, Saint-Exupéry’ego, Blanchota i wielu innych. Za tytuł posłużył incipit jednego z początkowych akapitów pierwszego tomu W poszukiwaniu straconego czasu Prousta. Człowiek, który śpi  to powieść-układanka, w której Perec dał wyraz upodobaniu do puzzli na długo przedtem, nim przystąpił do pisania Życia instrukcji obsługi. Ale nie posłużył się dosłownie cytatami – cudze zdania przetworzył, nadał im swoją własną dykcję.
 

*

 
Człowiek, który śpi jest patchworkiem cytatów, z kolei wszystko to, co przeczytaliście powyżej gwiazdki, to zmienione przeze mnie cytaty ze znakomitego posłowia Anny Wasilewskiej, uzupełnione fragmentami powieści. Skoro nie można napisać tekstu, który już istnieje, postanowiłem – w duchu Pereca – napisać to posłowie inaczej, uzupełnić je, przyciąć; napisać je tak, jakbym ja je wymyślił. Powieść Pereca, przejmująca i duszna historia o samotności i – być może – depresji jest przecież także egzystencjalną rozprawą o kopii i oryginale (to zagadnienie zawsze Pereca nurtowało, czego wyrazem jest np. Gabinet kolekcjonera). Perec kopiuje i przerabia zdania innych pisarzy; jego bohater kopiuje (nieświadomie?) zachowania i gesty tysięcy „ousiderów”, którzy pojawili się przed nim i będą się pojawiać po nim (w życiu i w literaturze). Nie ma oryginału, są tylko kopie, cytaty.

Advertisements