Jakiś czas temu dowiedziałem się, że w Książkach mojego życia Henry Miller poświęcił osobny rozdział zagadnieniu czytania w toalecie. Ciekawa sprawa; przypuszczałem, że pisarz – zwolennik uciech cielesnych różnego sortu – będzie raczej wychwalał ten rodzaj lektury. Otóż nie: Miller jest przekonany, że „żadnemu, nawet nieżyjącemu autorowi nie pochlebia kojarzenie jego twórczości z instalacją kanalizacyjną” a czytanie w toalecie, mówiąc krótko, jest złem i profanacją. Z przekąsem pisze:

Przypuszczam, że każdy ma swój ulubiony rodzaj lektury w zaciszu toalety. Niektórzy przedzierają się przez długie powieści, inni czytują tylko najgorszą szmirę. A niektórzy pewnie tylko przewracają kartki i marzą. Ciekawe – co im się marzy? Jaki odcień mają ich marzenia?

Miller jest w tej kwestii zaskakująco konserwatywny. „Nigdy nie czytałem dla zabicia czasu” – wyznaje – „Rzadko czytywałem w łóżku, chyba że byłem niedysponowany albo symulowałem chorobę, żeby zrobić sobie krótkie wakacje. Gdy wracam myślą do przeszłości, wydaje mi się, że zawsze czytałem w niewygodnej pozycji. (Czyli tak, jak pisze większość pisarzy i maluje większość malarzy). Ale moje lektury zapadały mi w pamięć. Rzecz w tym – i muszę to podkreślić – że czytałem zawsze z niepodzielną uwagą”.
 
Na antypodach czytania w toalecie znalazło się czytanie biblioteczne:

Od czasu do czasu chodziłem wieczorami czytać do biblioteki publicznej. Czułem się tak, jakbym przebywał w niebie. Po wyjściu z biblioteki nierzadko zadawałem sobie pytanie: „Czemu nie robisz tego częściej?”. Oczywiście, powodem było to, że życie wchodziło w paradę. Człowiek często mówi „życie”, gdy ma na myśli przyjemność lub jakąś głupią rozrywkę.

Oprócz Millera ten niewygodny temat poruszył też Joyce. Gdy próbowałem przypomnieć sobie postaci literackie, które oddają się przyjemnościom lektury w miejscu odosobnienia, do głowy przyszedł mi pragmatyczny Leopold Bloom z Ulissesa. Bohater – po tym, jak już podsmażył nerkę i zjadł ją na śniadanie – udał się do wychodka, gdzie przejrzał gazetę literacką „Perełki”, a następnie się nią podtarł.

„Gazeta. Lubił czytać w ustępie. Mam nadzieję, że żadna małpa nie przyjdzie i nie będzie pukała akurat wtedy, kiedy ja. (…) Przeczytał spokojnie, powstrzymując się, pierwszą szpaltę i, ustępując, ale stawiając opór, rozpoczął drugą”.

Jakieś inne przykłady?
 
*
W cyklu o czytaniu: Auden, Bachmann, Brodski, Marai, Manguel, Nabokov.

Reklamy