Pierwsza myśl po lekturze: Jeden jest o wiele lepszą książką, niż Niskie pobudki. Świetlicki zrezygnował w niej z politycznej doraźności spod znaku „obśmiać lewaka, wkurwić mentalnego pedała”, by zająć się tym, co absolutnie najważniejsze. Bo Jeden jest książką o miłości i umieraniu, o początku i końcu, euforii i rozczarowaniu.
 
To książka spójna, konsekwentna, bardziej otwarta i intymna niż poprzednia, mimo że – jak stwierdził poeta podczas spotkania promującego tomik – najintymniejszych wierszy w niej nie zamieścił. I wreszcie: czuć w Jeden powiew świeżości, lekkość pisania (o której zresztą świadczy liczba wierszy – jest ich dwa razy więcej niż w poprzednich tomach, 88 zamiast 44), co bezpośrednio przekłada się na czytelniczą przyjemność.

Zdzieram maszynką starość i śmierć z twarzy

„Kim jestem? Zaledwie kochankiem. / Wytrawionym kochankiem” pisze Świetlicki w Starym poecie, ironicznie ogrywając znane powiedzenie o winie („im starsze, tym lepsze”). Bohater wierszy, mimo że coraz starszy, w niczym lepszy nie jest; starość to nic innego, jak mozolne zbliżanie się do mety, bezowocne powtarzanie tych samych gestów, zaklinanie codzienności, lęk przed końcem: „Umiem mówić miłość. / Umiem te gesty. / Umiem te wybiegi. / Kłopot z miłością. / Poprzez umiejętność / przedziera się niepewność” (Kłopot z miłością).
 
Coraz więcej linijek pisze Świetlicki o śmierci, a swojego bohatera traktuje coraz mniej czule: „Ledwo żywa legenda, stwór bajkowy, wampir, / Pinokio z długim nosem, wymierzonym prosto / w wiatraki” (Swoja bajka). Nieprzypadkowo w tej wyliczance pojawia się wampir, bowiem bohater Jeden – tak jak i bohaterowie wcześniejszych książek Świetlickiego – nie jest samowystarczalny, potrzebuje kobiecej miłości, to ona go napędza („znowu / mam życie, ona mi je robi”, O.; „ty jesteś / pięknym mną, mną ciekawym, mną podniecająco / nieśmiertelnym”, Nielęk). Jest też nowe, zaskakujące wcielenie Marcina – Batman; Batman, który przechodzi na emeryturę.

Opuszam Gotham, czyli nowy początek

Kraków – miasto, które w wierszach Świetlickiego pojawia się od samego początku – w Jeden przemienia się w Gotham; w wierszu pod tym tytułem narrator wykrzykuje: „OPUSZCZAM GOTHAM / Z KOBIETĄ-KOTEM! TAK!”, i jest w tym krzyku jakaś euforia, ulga, łaknienie nowego początku. Oczywiście wszystko to podszyte niepewnością. Czy się uda, czy ma sens? Gotham to punkt przełomowy tomu: w kolejnych kawałkach pojawia się więcej światła, a poszczególne linijki układają się w historię nowej, jeszcze niedokończonej miłości. Najważniejsze pytanie, jakie pada w Jeden, brzmi: „czy mnie kochasz?”.

26 czerwca

Klucz leży na podłodze. Znaczący ornament.
Szósta rano. Na dworzec. Z tych proponowanych
przez tablicę ODJAZDY pociągów, kompletnie
żaden nie nada się.
 
Bo nie jedzie się po to, by jechać. Się jedzie
dokądś i po coś. Po dom. Po robotę.
Po kryjówkę. Po ciepło. Musi być spełniony
przynajmniej jeden z wyżej wymienionych
 
warunków. W tym rozkładzie nie da się odnaleźć
odpowiedniego miasta. A w tym tutaj mieście
ja już nie jest. Ja siada na granicy torów,
rozdziera się.

21 lipca

Poranna, jednoosobowa kawa.
Poranne, jednoosobowe scrabble.
Wygrałem i przegrałem. Szereg przypadkowych
wyrazów się ułożył w tajny plan na dziś.
 
Dziś się wydarzy. Oby nie złe. Oby
nie ostateczne. Liter przypadkowy
ciąg mi niejasno wieszczy. Oby obce miasto
dziś się kochało ze mną i było lojalne.

Niedziela?

Dwadzieścia pięć ostatnich lat
mieszkałem z kobietami,
a teraz mieszkam całkiem sam
na Kazimierzu. Nie Żyd,
w pożydowskim mieszkaniu.
Mieszkam sam, palę w łóżku, któregoś dnia spłonę.
Gałęzie puchną biało, koniec października,
zmiana czasu, noc mi się rozpłynęła w dzień
po piątkowych przygodach. Wyleciałem z hukiem
z soboty, mój samolot się
rozpłynął, mój ocean się
rozpłynął, mgła się
rozpłynęła we mgle.
 
[Marcin Świetlicki, Jeden, EMG, Kraków 2013]

Reklamy