Nie wypada oceniać książki po okładce, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by ocenić ją po pierwszym zdaniu. Mdły początek powieści nie wróży niczego dobrego. Jeśli pisarz nie potrafił wykrzesać z siebie interesującego rozpoczęcia – które jest przecież wizytówką powieści – jakie są szanse, że kolejne strony będą dobre? To jeden z moich czytelniczych nawyków, który świetnie się sprawdza zwłaszcza w przypadku kompletnie nieznanych pisarzy i tytułów. Przy okazji pomaga w ograniczaniu przykrego natręctwa, jakim jest kupowanie książek nie-do-końca-potrzebnych.
 

Opisaną metodę z powodzeniem wypróbowałem na Żółtych ptakach, debiutanckiej powieści Kevina Powersa, amerykańskiego weterana wojny w Iraku. Pierwsze zdanie tej książki brzmi: „Wojna próbowała nas zabić wiosną”. Frapujące rozpoczęcie. Na kolejnych stronach powieści takich fragmentów można znaleźć więcej. Gdyby Żółte ptaki były tylko obrazkiem okrucieństw z wojny w Iraku, najprawdopodobniej bym jej nie dokończył, bo nie jestem fanem literatury wojennej. Tym, co trzymało mnie przy tej powieści, był jej niezwykły, niemal poetycki język:

Kiedy spaliśmy, wojna modliła się, ocierając o ziemię tysiącem swych żeber. Kiedy wyczerpani parliśmy przed siebie, jej białe, rozwarte oczy wyzierały z ciemności. Kiedy my jedliśmy, ona pościła, karmiąc się własnym głodem. Wojna kochała się, wydawała na świat potomstwo i rozprzestrzeniała się poprzez ogień.

 Fabuła Żółtych ptaków obejmuje kilka miesięcy z życia żołnierzy amerykańskiego plutonu, który walczy na obrzeżach irackiego miasta Al Tafar. Każdy dzień do złudzenia przypomina poprzednie: w powietrzu unosi się swąd palących się ciał, mięśnie paraliżuje strach, który na krótko zagłuszają kolejne dawki amfetaminy. Zawieszone zostają wszelkie prawa; chodzi tylko to, by przeżyć. Powers przekonująco opisuje poczucie osamotnienia swoich bohaterów, ich bezradność wobec tego, co nieuniknione. W niebanalny sposób pisze o rzeczach, które w literaturze wojennej były już brane na warsztat setki razy. Obiecujący debiut – warto zapamiętać to nazwisko.
 
„Wojna jest matką solipsystów: jak ty ocalisz dziś moje życie? Jednym ze sposobów może być twoja śmierć. Jeśli ty zginiesz, wzrośnie prawdopodobieństwo, że przeżyję ja. Cały sekret polega na tym, że jesteś niczym: mundurem w morzu wojskowych numerów, numerem w morzu pyłu”.

Reklamy