Przyjemność tekstu, rozkosz czytania

Posts from the “Czuły Barbarzyńca” Category

Książki, na które warto czekać (5)

Posted on 15/05/2013

Trochę spóźniłem się z tą notką, bo część zapowiedzi, o których chciałem napisać, już się pojawiła. Z nowości krajowych wiadomo: Jerzy Pilch wydał Wiele demonów (mamy taką posuchę powieściową w Polsce, że nawet jeśli ktoś Pilcha nie lubi, to trudno mu będzie znaleźć dobrą alternatywę; wydała Wielka Litera), Maciej Wasielewski opublikował arcyciekawy reportaż Jutro przypłynie królowa (oczywiście Czarne) o wyspie Pitcairn, na której osiedlili się buntownicy z okrętu Bounty.   Z zagranicznych warto się pochylić nad wznowieniami klasyki: wyszła Podróż do kresu nocy Celine’a (za poprzednie wydanie płacono na allegro trzycyfrowe kwoty; wydał Czuły Barbarzyńca), w czerwcu premierę będą miały Szatańskie wersety Salmana Rushdiego (Rebis) i, prawdopodobnie, Psalm i inne wiersze Paula Celana (a5).   Z moich ulubieńców – Thomas Bernhard i jego Korekta , która na stronie Czytelnika ma świetną zajawkę:…

Ziemia jest kiełbasą, czyli „Trzeci policjant” Flanna O’Briena

Posted on 15/11/2012

Tym, którzy narzekają na nadmiar realizmu, polecam „Trzeciego policjanta” Flanna O’Briena, zwariowaną i pełną absurdu powieść, w której kryminał miesza się z oniryzmem „Alicji w Krainie Czarów”. Pierwsze zdania tej książki wypieków nie wywołują, ale – cierpliwości.   Dwudziestoletni Irlandczyk wraca do swojej rodzinnej wsi, by objąć w posiadanie ziemię i gospodę odziedziczone po wcześnie zmarłych rodzicach. Jako że całe dnie spędza na studiowaniu pism pewnego szalonego filozofa, de Selby’ego, i nie pała chęcią do pracy, szynk przynosi straty. Kompan bohatera, Divney, podsuwa więc genialną w swej prostocie myśl – aby spłacić długi, muszą kogoś obrabować, a następnie zabić. Bohaterowie realizują swój plan za pomocą pompki rowerowej, a skradzioną kasetkę z pieniędzmi ukrywają w domu denata. Gdy po jakimś czasie bohater po nią wraca,…

Raymond Carver, „Słoń”

Posted on 19/07/2011

Gdy w poprzedniej notce poświęconej Raymondowi Carverowi pisałem półżartem o znaczeniu jego nazwiska i pewnej ciekawej koincydencji, zapomniałem wspomnieć o smykałce pisarza do tytułów. Przetłumaczony niedawno na język polski zbiór późnych opowiadań Carvera jest ku temu znakomitą, choć smutną okazją, bo Słoń, jaki jest, każdy widzi: powolny, ociężały i niezgrabny. Piszę te słowa z przykrością, bo Carvera lubię, ale rzecz przemyślałem i zdania nie zmienię – jego ostatni tom opowiadań czyta się żmudnie, jest mało błyskotliwy i wzbija się ponad przeciętność bardzo rzadko.   Niektórzy recenzenci podkreślają, że lekturę Słonia rozpoczęli od ostatniego opowiadania, Sprawy do załatwienia, i jestem skłonny przyznać, że nie jest to strategia pozbawiona sensu, bo ten tekst jest zdecydowanie najlepszy. Ja czytałem tom od początku, przedzierając się przez wszystkie opowiadania,…