Przyjemność tekstu, rozkosz czytania

Posts from the “Nisza” Category

Literatura potencjalnie genialna

Posted on 12/05/2013

Tłumacząc rok temu dziesięć pociętych na paski sonetów Raymonda Queneau, zdałem sobie sprawę, że wynikłe z ich permutacji sto tysięcy miliardów odmiennych wierszy (których lektura 24 godziny na dobę zajęłaby 190 258 751 lat plus parę godzin i kwadrans) to przesłanka wolności: w granicach tej sporej liczby nie ma dwu tożsamych odczytań. Co w gruncie rzeczy dotyczy wszystkich książek. Ale też, że na mocy praw matematyki któreś z zestawień wersów Queneau cechować będzie taka siła komiczna, iż kto na nie natrafi, skona ze śmiechu. Na szczęście z tegoż wynika, że choćby autor był nie wiedzieć jak kiepskim poetą, a jego tłumacz beznadziejnym zgoła wierszokletą, inne skojarzenie wersów może – a ściślej musi – okazać się dziełem na wskroś genialnym. Temu, kto na nie natrafi,…

Archeologia pamięci – „Pensjonat” Piotra Pazińskiego

Posted on 14/07/2010

Ponury hol, wysiedziane fotele, rozkład jazdy pociągów podmiejskich zamknięty w drewnianej gablotce, korkowa tablica ogłoszeń. Gimnastyka, rehabilitacja, masaże w domu. Szpetota starej boazerii (…) Wiecznie skrzypiące schody, olejna lamperia, wytarty chodnik. Żadne salony, ale ich tutaj ciągnęło. Atmosfera. Mały, obskurny przybytek na pustyni, przystanek w wędrówce. Nasza arka. Tutaj byli, tutaj byliśmy u siebie. I tutaj zawsze będziemy. Są książki, które czyta się z uczuciem dławienia w gardle, których każde zdanie przesiąknięte jest tęsknotą i niewyrażalnym smutkiem. Pensjonat Piotra Pazińskiego to opowieść o minionym, o stracie i braku ciągłości. Narrator oprowadza nas po opustoszałym żydowskim ośrodku wypoczynkowym, który kiedyś tętnił życiem, zewsząd rozbrzmiewały śmiechy i rozmowy, gdzie zażarte spory o to, czy Bóg rzeczywiście istnieje przerywał brzęk filiżanek bądź dzwonek wzywający na obiad. Teraz pensjonat milczy, i ta nieznośna, pełna…