Przyjemność tekstu, rozkosz czytania

Posts from the “WBPiCAK” Category

Desert song

Posted on 07/01/2013

Desert song   Powroty do domu, przez noc, jej ulice. A tu wszystko obce, bez imion, zegar nad komodą powtarza refren „Masz pustkę zamiast podróży”. Potem otwarty balkon, żeby się nie udusić. Szklanka z podłym, sycylijskim winem. Chusteczki, klucze do pokoju ze ślepą kuchnią. W lustrze jakiś człowiek, jego portret, który układają inni, jego ja z puzzli, z zupełnie różnych kompletów. O siódmej jedzie na swoją pustynię. Na dół, do piwnicy, między regały pełne ciemnych historii, kazusów, zdjęć z autopsji. Powinny tylko przepływać, ale niektóre zostają. Zostawiają ślady, zadrapania, rany kłute. Wszystko się dogaduje ze sobą: tynk i pleśń, kornik i drewno, słońce i sople lodu, ofiara i kat. Człowiek gada do ściany, i odpowiada mu jego własne echo.   [Kawałek pochodzi z tomu Drugie ja Radosława Kobierskiego – w oryginale zapisany jest wierszem, ale przepisałem jak…

Jestem nocą która nie chce się skończyć

Posted on 08/11/2012

jestem nocą która nie chce się skończyć gorącą i suchą aż skleja się gardło miękkie ściany wyściełane śluzem, kurzem   jestem metrowej wysokości literami IŁAWA GŁÓWNA trupim światłem lamp sodowych wściekłym świstem świetlówki w korytarzu   jestem bełkotem hipisa domagającego się trzech tysięcy na herbatę bo psy przed chwilą go puściły   jestem psami kulącymi się w przeciągu na peronie z oczami czerwonymi z niewyspania z głowami w kołnierzach mundurowych kurtek   jestem stalową rzeką pod mostem jestem dudnieniem pociągu o kratownicę mostu jestem rtęciowymi mgłami budzącymi się po polach   jestem urwanym oknem, podróżą bez morału jestem urwanym oknem przez które mgły wdzierają się do środka, jestem stukotem, drogą, nocą. Miłosz Biedrzycki, z tomu „OO”, Kraków 1994

Mentalne dildo z cudnego latexu

Posted on 09/06/2012

Przed szybą wielką i czystą Od 21.00 ciemne twarze nad barem. Piątek. Od miesiąca znam cię inaczej, słówko, które padło na podatny grunt, taki rok, chyba 2008, ale kto pewny jest czasu? Rano wstałem obolały, pieniądze na i pod językiem, ich brak właściwie, kark który zdrętwiał chociaż (jeszcze) nie kołysze się nad nim topór. Mgła opadała, gdy piłem kawę, znikała z każdym łykiem odsłaniając, żurawie, rusztowania i szkielet budowy. Zwierzęta grasują, pomyślałem bez związku z tym, że tu nie śpisz dzisiaj i jeśli przekopią stare koryto Warty, będzie tu pierdyliard kawiarenek jak w Pradze i także bez związku z tym, że się nie rozebrałem a nawet nie rozłożyłem kanapy, bo po co rozkładać cokolwiek? Później stałem przed szybą wielką i czystą jakiegoś sklepu w…

Będę jechał i jechał aż zapadnę w sen

Posted on 08/02/2012

Wiersz po nieprzespanej nocy po prostu myśli się wierszem kiedy wsiadam na rower w wyrazistym świetle poranka wydaje mi się że gdybym tak cały dzień jeździł to nawet i przed sennością udałoby się zbiec dosłownie jak na skrzydłach nie widzę tych wszystkich znaków choć reaguję na nie co też mnie zachwyca lecz raptem cała lekkość koncentruje się w kieszeni spodni i uderza jak strzała z mózgu prosto w pierś mój problem jest dość skomplikowany: mam dwa klucze duży i mały od domu i od roweru oba zostały w pokoju Jarek już wyszedł do szkoły i swoim kluczem je tam zamknął więc nie mam już po co wracać ani dokąd roweru nigdzie nie zostawię bo mi go ukradną więc odpadają czytelnie i sklepy z płytami…

Czy Baczewski może być zbawiony?

Posted on 06/04/2011

Zbliżają się święta, więc koniec z notkami w klimacie depresyjno-schizofrenicznym, czas na odrobinę religijnej zadumy, na wiersze – jakby powiedział Świetlicki – doszczętnie wypełnione bogiem. Ich autorem jest Marek Krystian Emanuel Baczewski, poeta właściwie nieznany (przy założeniu, że poeci generalnie są mało znani); milczą o Baczewskim podręczniki szkolne i akademickie, rzadko figuruje w indeksach książek o poezji, nie widuje się go w telewizji ani nie słyszy w radio. Jest to rzecz godna ubolewania, bo Baczewski to jeden z bardziej dowcipnych, ironicznych i inteligentnych poetów, jakich mamy. W posłowiu do Fortepianu i jego cienia Krzysztof Siwczyk stwierdza, że Baczewski to „poeta-encyklopedysta, który z nonszalancją Don Kichota i dezynwolturą Sancho Pansy przemierza krainę postmodernizmu”. Chyba nie ma tu przesady, wystarczy policzyć aluzje i nazwiska, rozsiane wśród…