Przyjemność tekstu, rozkosz czytania

Posts from the “WL” Category

Cormac McCarthy, „To nie jest kraj dla starych ludzi”

Posted on 02/02/2014

Spieczone słońcem pustkowie na południu Teksasu. Wyludnione miasteczka połączone nitkami malowniczych autostrad. Zmęczeni, pozbawieni złudzeń ludzie. Za każdym razem, gdy czytam książki McCarthy’ego, zachwyca mnie wirtuozeria, z jaką opisuje ponurą melancholię rubieży nowego świata. Nie ma pisarza, który byłby w tym lepszy: Stał i patrzył na pustynię. Jaki spokój. Wśród drutów cichy szum wiatru. Wysoka ambrozja przy drodze. Cynodon i nolina. (…) Surowe skaliste góry spowite cieniem (…). Ciemne jak sadza kurtyny deszczu zasnuły cały kwadrant. W ciszy żyje bóg, który wyszorował tę rozległą ziemię piaskiem i popiołem. Akcja powieści To nie jest kraj dla starych ludzi rozgrywa się w 1980 roku na pograniczu Stanów Zjednoczonych i Meksyku. Llewelyn Moss podczas polowania natyka się na podziurawione kulami auta, wokół których leżą zwłoki członków kartelu…

„Dusza światowa”, Masłowska / Drotkiewicz

Posted on 24/09/2013

Lubię Masłowską. A dokładniej – lubię jej pisanie, o czym już niejednokrotnie tutaj wspominałem. Wojna polsko-ruska, Paw królowej czy Między nami dobrze jest, mimo upływu lat, wciąż zaskakują aktualnością, literacką energią. Z kolei Masłowska „pozaliteracka” nigdy szczególnie mnie nie zajmowała; nie wnikałem w jej życie prywatne, nie śledziłem wypowiedzi, nie czytałem regularnie felietonów, które pisała dla „Przekroju”. Wydanie Duszy światowej wzbudziło we mnie raczej sceptycyzm niż entuzjazm. Czy nie jest za wcześnie na wywiad-rzekę z pisarką, której dopiero stuknęła 30-tka? Otworzyłem Duszę światową i rzuciłem jej proste wyzwanie: „zaskocz mnie”.   Niewiele można się z tego wywiadu dowiedzieć o autorce Pawia królowej, bo ani Drotkiewicz nie pali się, by pytać o jej życie prywatne, ani Masłowska nie przebiera niecierpliwie nogami, by o nim opowiadać.…

Książki, na które warto czekać (5)

Posted on 15/05/2013

Trochę spóźniłem się z tą notką, bo część zapowiedzi, o których chciałem napisać, już się pojawiła. Z nowości krajowych wiadomo: Jerzy Pilch wydał Wiele demonów (mamy taką posuchę powieściową w Polsce, że nawet jeśli ktoś Pilcha nie lubi, to trudno mu będzie znaleźć dobrą alternatywę; wydała Wielka Litera), Maciej Wasielewski opublikował arcyciekawy reportaż Jutro przypłynie królowa (oczywiście Czarne) o wyspie Pitcairn, na której osiedlili się buntownicy z okrętu Bounty.   Z zagranicznych warto się pochylić nad wznowieniami klasyki: wyszła Podróż do kresu nocy Celine’a (za poprzednie wydanie płacono na allegro trzycyfrowe kwoty; wydał Czuły Barbarzyńca), w czerwcu premierę będą miały Szatańskie wersety Salmana Rushdiego (Rebis) i, prawdopodobnie, Psalm i inne wiersze Paula Celana (a5).   Z moich ulubieńców – Thomas Bernhard i jego Korekta , która na stronie Czytelnika ma świetną zajawkę:…

Morfina. Szczepan Twardoch

Posted on 03/02/2013

O tym, że czytanie najnowszej polskiej prozy – podobnie jak oglądanie polskich filmów – jest zazwyczaj doświadczeniem masochistycznym, nie muszę chyba nikogo przekonywać. Wyjątki można policzyć na palcach jednej ręki. Zabierając się za Morfinę Szczepana Twardocha, powieść nagrodzoną niedawno Paszportem Polityki, niczego wyjątkowego się nie spodziewałem, bo czytałem jego opowiadania z tomu Tak jest dobrze. W przeciwieństwie do większości recenzentów, którzy pochlebnie wypowiadali się o tym zbiorze („jest w tych pesymistycznych wizjach coś magnetycznego. Jak u Cormaca McCarthy’ego”, pisał recenzent „Polityki”, z kolei w „Rzeczpospolitej” czytam: „to po prostu dobre pisarstwo: mocne, zadziorne, bolesne do tego stopnia, że tak chwalone książki Wojciecha Kuczoka wydają się przy Twardochu manierycznym i rozmemłanym popiskiwaniem”), dla mnie były to opowiadania co najwyżej przeciętne. Mówiąc wprost – schematyczne, przewidywalne, zaskakujące językową…

Karnawał potępieńców. Suttree, Cormac McCarthy

Posted on 28/11/2011

Nieważne, czy pisze o bandzie degeneratów przemierzających prerię (Krwawy południk), o świecie, który uległ zagładzie (Droga), czy – jak w Suttree – o Ameryce włóczęgów i pijaczków, którzy z trudem wiążą koniec z końcem. Każda powieść McCarthy’ego całkowicie zagarnia czytelnika, od pierwszej do ostatniej strony kurczowo trzyma go przy sobie, nie pozwalając na chwilę wytchnienia. Nie inaczej jest w przypadku Suttree. Już pierwsze zdania poetyckiego, wizyjnego prologu, w którym McCarthy oprowadza nas po mrocznych zaułkach miasta, gdzie będzie się rozgrywała akcja książki, przynoszą obietnicę literackiej uczty: w niebieskim świetle latarni biegną w ciemność tory tramwajowe, zakrzywiające się w tombakowym zmierzchu niczym kogucie ostrogi. Stal powoli oddaje nagromadzone za dnia ciepło – wyczuwasz je nawet przez podeszwy butów. Mijasz magazyny z falistej blachy, idziesz krótkimi,…