Przyjemność tekstu, rozkosz czytania

Książki, na które warto czekać (cz. 6)

Posted on 01/11/2013

Krótki przegląd zapowiedzi literackich na najbliższe miesiące (listopad-styczeń):
 
1) Wojciech Kuczok, Obscenariusz, WAB. Pierwsza książka Kuczoka od czasu bardzo dobrych Spisków  z 2010 roku (nie liczę Poza światłem, w której Kuczok pisze o swojej pasji do gór i grot). „Zaskakujący zbiór opowiadań (…) W swojej nowej książce Kuczok przygląda się życiu erotycznemu śląskich celebrytów, dawnych i dzisiejszych, a także sławnym ludziom, którzy przyjeżdżali na Śląsk, by zabawić się bez żadnych zahamowań. Co ciekawe, nie są to tylko historie współczesne. Honoriusz Balzak i Ewelina Hańska, Theodor Kalie, Franz von Winckler i wiele innych. Jednym słowem: kalejdoskop postaci znanych, zapomnianych oraz fikcyjnych”.
 
2) Paweł Huelle, Śpiewaj ogrody, Znak. Prozatorski powrót Huellego – jednego z najpopularniejszych pisarzy lat 90. – po pięciu latach przerwy. W Śpiewaj ogrody Huelle po raz kolejny sięga po charakterystyczne dla swojej twórczości motywy: przedwojenny Gdańsk, wielokulturowość, nostalgię. Ciekawe, czy uda się z tych samych składników upichcić coś nowego. „Wolne Miasto Gdańsk i tajemnicza opera Wagnera, która zmieniła życie pewnego kompozytora i jego żony. Flecista z Hameln i przemarsz szczurów, które w posępnej ciszy wędrują ulicami Gdańska. Muzyka w cieniu Hitlera, literatura w cieniu zbrodni, miłość w cieniu wojny i niezwykła przyjaźń małego chłopca ze starą Gretą”.
3) Zachar Prilepin, Czarna małpa, Czarne. W tym roku mocne uderzenie rosyjskich pisarzy – niedawno ukazał się po polsku zbiór nowych opowiadań Wiktora Pielewina Napój ananasowy dla pięknej damy (ponoć znakomity). „Bohater Czarnej małpy, pisarz i dziennikarz, wpada na trop tajemniczego laboratorium, w którym odbywają się badania psychiatryczne nad dziećmi. W tym samym czasie, w odległej wiosce, ma miejsce makabryczna zbrodnia dokonana przez nieletnich. (…) Czarna małpa to zaskakujące połączenie politycznego thrillera, dramatu psychologicznego i powieści obyczajowej”.
 
4) Jonas T. Bengtsson, Baśń, Czarne. Powieść nominowana w 2012 roku do nagrody Danish Radio Literature Prize w kategorii „Najlepsza powieść roku”. Historia chłopca opisującego swoje dziwne dzieciństwo. „Sielanka zamienia się w horror, groza wywołuje znieruchomienie. Tylko samodzielność nie nadchodzi. Być może dlatego, że bohater przeczuwa, co będzie musiał zrobić, aby wyjść z pułapki, w której się schował”.
 
5) Javier Marias, Zakochania, Sonia Draga. Uznawany za najwybitniejszego hiszpańskiego pisarza, w Polsce znany zwłaszcza z trylogii Twoja twarz jutro. O Zakochaniach na stronie wydawnictwa: „María Dolz, redaktorka w jednym z madryckich wydawnictw literackich, codziennie rano zachodzi, przed pracą, do kawiarni. Tam przy śniadaniu obserwuje parę małżeńską w średnim wieku, którą jest od dłuższego zafascynowana. Nic o małżonkach nie wie, ale buduje wokół nich wszelkiego rodzaju domysły, pytania, hipotezy, konfabulacje”.

Przyjemność czytania. Ian McEwan, „Słodka przynęta”

Posted on 14/10/2013

Przepis na literaturę popularną wydaje się prosty: wartka akcja, pełnokrwiści bohaterowie, miłość, intryga i seks. Tajemnicą sukcesu są więc nie tyle składniki – każdy je przecież zna – co ich odpowiednie proporcje. I tu już bywa różnie. Mamy na przykład całą masę drugorzędnych powieści, których autorzy/autorki skupiają się prawie wyłącznie na jednym z kluczowych elementów, np. na intrydze (Kod da Vinci) albo seksie (Pięćdziesiąt twarzy Greya). Teraz wyobraźcie sobie idealną powieść popularną, w której wymienione wyżej składniki są połączone w finezyjną całość, nic nie zgrzyta, wszystko jest na swoim miejscu. Taka powieść istnieje. Nazywa się Słodka przynęta i napisał ją Ian McEwan.
 
Akcja Słodkiej przynęty rozgrywa się w Anglii na początku lat 70. XX wieku. Trwa kryzys gospodarczy, na ulice wychodzą strajkujący robotnicy, krajem raz po raz wstrząsają doniesienia o zamachach terrorystycznych przeprowadzanych przez IRA. Jakby tego było mało, nerwową atmosferę wzmaga jeszcze tocząca się zimna wojna.
 
W tych niekorzystnych okolicznościach poznajemy bohaterkę Słodkiej przynęty, Serenę Frome, która pracuje w agencji wywiadowczej MI5 (brytyjska Służba Bezpieczeństwa). Celem pierwszej tajnej misji Sereny – obdarzonej, co istotne, niebywałą urodą – jest zdobycie zaufania młodego i obiecującego pisarza, T.H. Haleya. Ten początkujący literat znalazł się na celowniku agencji, ponieważ zimna wojna to nie tylko rywalizacja militarna, to również walka idei – Haley może się okazać przydatny w ideologicznych rozgrywkach z komunistami. Wszystko idze gładko do momentu, kiedy bohaterowie nawiązują płomienny romans.
 

McEwan przyzwyczaił już swoich czytelników do niebanalnych, wciągających fabuł – polecam np. jego poprzednią książkę, Solar. Słodka przynęta potwierdza, że pisarz jest w znakomitej formie. Jego najnowsza powieść nie ma słabych stron: świetnie zarysowane tło obyczajowe, intrygujące i dopracowane postaci, liczne zwroty akcji, wreszcie ujmująca, nienachalna ironia narratora. Przysłowiową wisienką na torcie jest fantastyczna sztuczka narracyjna, która wieńczy Słodką przynętę. Prawdziwy majstersztyk.

Susan Sontag, „Dzienniki” (tom 2)

Posted on 04/10/2013

Czuję się jak wampir, kanibal. Karmię się mądrością, erudycją, talentem i manierami innych ludzi. Potrafię ich bezbłędnie wyszukiwać, wchodzić z nimi w relację jako ich uczennica, a następnie ich zawłaszczać.

*

Zakochanie się (l’amour fou [miłość szalona], patologiczna odmiana miłości. Zakochanie się = uzależnienie, obsesja, wykluczenie innych, nienasycona potrzeba bliskości, paraliż zainteresowań i aktywności. Miłosna choroba, gorączka (a więc uniesienie). Człowiek „wpada w sidła” miłości.

*

Czytanie recenzji zapycha kanały, przez które napływają nowe idee. To kulturalny cholesterol.

*

Gdybym tylko mogła do seksu podchodzić tak jak do pisarstwa! Poczuć, że jestem naczyniem, medium, narzędziem jakiejś zewnętrznej siły. Pisarstwo wydaje mi się czymś, czym zostałam obdarowana – niekiedy mam wrażenie, że tekst jest mi dyktowany.

*

Jedyne opowiadanie, jakie warto napisać, to krzyk, strzał, wrzask. Opowiadanie powinno złamać czytelnikowi serce.

*

Szaleńcy = ludzie, którzy stoją samotnie + płoną. Pociągają mnie, bo pozwalają mi robić to samo.

*
Jestem pisarką adwersarzem, autorką polemiczną. Piszę, by opowiedzieć się za tym, co jest atakowane, i by atakować to, co budzi aprobatę.

 

Cechy, które mnie podniecają (ktoś, kogo kocham, musi posiadać przynajmniej dwie lub trzy):
1. Inteligencja
2. Piękno; elegancja
3. Douceur [delikatność, powab]
4. Splendor, sława
5. Siła
6. Witalność, entuzjazm seksualny, wesołość, urok
7. Ekspresywność emocjonalna, czułość (słowna, fizyczna), tkliwość

*

Tracę panowanie nad czytaniem. Jestem uzależniona – muszę iść na odwyk. Czytaniem zastępuję pisanie.

*

Miłość do książek. Moja biblioteka to archiwum pragnień.

W odmętach szaleństwa. Thomas Bernhard, „Korekta”

Posted on 30/09/2013

W Korekcie pojawiają się wszystkie motywy i wątki charakterystyczne dla twórczości Thomasa Bernharda: dysfunkcyjna rodzina, samotność, szaleństwo, nienawiść do Austrii i bohater owładnięty myślą o stworzeniu arcydzieła. Ta mroczna powieść jest kolejnym dowodem na to, że w opisywaniu stopniowego popadania w obłęd Bernhard nie ma sobie równych. Uzmysławia też, że przez całe życie pisał tak naprawdę jedną książkę, a Korekta jest jej kolejną wariacją.
 
Wydana w 1975 roku Korekta z pewnością należy do najbardziej nieprzystępnych książek pisarza. Zapętlone, mętne, ciągnące się całymi stronami zdania, które składają się na zapamiętały monolog, mogą zrazić najbardziej wytrwałego czytelnika. Czytałem tę powieść fragmentami; często odkładałem ją na kilka dni, by później do niej wrócić. Prozy Bernharda można nie lubić, ale nie wypada jej jednak nie znać – pod względem językowym jest to pisarstwo równie oryginalne, co powieści Kafki czy Prousta.
 
Skomplikowaną formę Korekty rekompensuje jej fabuła, jedna z najciekawszych, jakie stworzył Bernhard. Bezimienny narrator, na wieść o śmierci swego przyjaciela – profesora nauk przyrodniczych, Roithamera – wyrusza do Austrii, by uporządkować pozostawione przez niego notatki. Ostatnie lata życia Roithamer spędził w domu preparatora zwierząt Höllera, pochłonięty projektowaniem i budową Stożka – niezwykłego budynku, który wzniósł dla swojej siostry w „geometrycznym środku” okolicznego lasu. Stożek miał jej zapewnić „najwyższe szczęście”. Gdy siostra niespodziewanie umiera, zrozpaczony naukowiec popełnia samobójstwo.
 
Ze sporządzonych na tysiącach kartek zapisków Roithamera wyłania się obraz człowieka owładniętego obsesją, który stopniowo popada w szaleństwo. Narrator, przedzierając się przez kolejne wersje dzieła Roithamera – poddawanego nieustannym korektom, stąd tytuł książki – również zaczyna wpadać w obłęd (co Bernhard przedstawia z niespotykanym w jego powieściach czarnym humorem). Zresztą szybko się okazuje, że zasadnicza korekta, opisana na kartach tej powieści, dotyczy nie tylko zapisków Roithamera, ale całego jego życia. Innym smaczkiem jest sugerowane przez Bernharda podobieństwo Roithamera do słynnego filozofa języka, Ludwiga Wittgensteina.
 
Opętańcza idea jest tylko jednym z wątków pojawiających się w Korekcie. Nie zabrakło w niej tyrad przeciwko Austriakom („naród samobójców” charakteryzujący się „wrodzoną umysłową tępotą”) czy upadkowi kultury:

wydaje się i publikuje wszystko z wyjątkiem rzeczy wybitnych, wszystko, tylko nie to, co jest naprawdę absolutnie oryginalne (…) rok w rok rzuca się na papier, a następnie na rynek, setki, tysiące ton głupawej tępoty, cały ten łajdacki śmietnik tej na wskroś złajdaczonej europejskiej, a nawet, nie będę się tu powstrzymywał, globalnej cywilizacji (….) produkuje się wciąż tylko śmieci duchowe, i te śmieci ducha, cuchnące bez ustanku i bezustannie wszystko sobą zapychające, cały czas przedstawia się jako produkty ducha.

Zgłębiając wraz z narratorem notatki Roithamera, czytelnik zanurza się w ponurym świecie austriackiej prowincji, która w „Korekcie” staje się metaforą więzienia.
 
Na rok przed wydaniem tej powieści Bernhard donosił swojemu wydawcy, że „Korekta to zadanie matematyczne, dopiero wtedy, gdy wszystko zostanie całkowicie rozwiązane, stanie się literaturą piękną”. Trzeba przyznać, że jest to zadanie wyjątkowo skomplikowane. W razie niepowodzenia pozostaje sięgnąć po „łatwiejsze” książki pisarza: Bratanka Wittgensteina, Przegranego albo Dawnych mistrzów.

„Dusza światowa”, Masłowska / Drotkiewicz

Posted on 24/09/2013

Lubię Masłowską. A dokładniej – lubię jej pisanie, o czym już niejednokrotnie tutaj wspominałem. Wojna polsko-ruska, Paw królowej czy Między nami dobrze jest, mimo upływu lat, wciąż zaskakują aktualnością, literacką energią. Z kolei Masłowska „pozaliteracka” nigdy szczególnie mnie nie zajmowała; nie wnikałem w jej życie prywatne, nie śledziłem wypowiedzi, nie czytałem regularnie felietonów, które pisała dla „Przekroju”. Wydanie Duszy światowej wzbudziło we mnie raczej sceptycyzm niż entuzjazm. Czy nie jest za wcześnie na wywiad-rzekę z pisarką, której dopiero stuknęła 30-tka? Otworzyłem Duszę światową i rzuciłem jej proste wyzwanie: „zaskocz mnie”.
 
Niewiele można się z tego wywiadu dowiedzieć o autorce Pawia królowej, bo ani Drotkiewicz nie pali się, by pytać o jej życie prywatne, ani Masłowska nie przebiera niecierpliwie nogami, by o nim opowiadać. Dusza światowa kręci się wokół tematów okołoliterackich (rynek wydawniczy, proces pisania itd.) i uniwersalnych (wolność, pieniądze, jedzenie etc.). Sporo pytań dotyczy też ostatniej powieści Masłowskiej, Kochanie, zabiłam nasze koty, ale rzadko wspomina się o jej wcześniejszych książkach.
 
Całość jest bardzo nierówna. Niektóre rozmowy niespodziewanie się urywają, często akurat wtedy, gdy zaczyna się robić ciekawie; inne ciągną się zdecydowanie zbyt długo i – niestety – nic z nich nie wynika. Masłowska mówi np. o złu czającym się w internecie, o Facebooku, który osłabia więzi społeczne, o tym, że „miasto jest źródłem cierpień”, a na wsi można odpocząć i się zregenerować. Problem w tym, że to wszystko już wiemy.
 
Jeden z najciekawszych rozdziałów książki dotyczy jedzenia. Masłowska interesująco opowiada o zwyczajach kulinarnych Polaków i przemianach, które zaszły w rodzimej kuchni w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Czuć w tej rozmowie nieudawaną pasję, której w innych rozdziałach brakuje. Nieźle wypadają też krytyczne fragmenty o polskiej literaturze – zbyt często obliczonej na doraźny zysk, pisanej pod lewacką/prawacką publiczkę – i „płytkim” rynku wydawniczym, który przyjmuje tylko nowości.
 
Dusza światowa jest typową literaturą pociągową – czyta się tę rozmowę szybko i łatwo, podróż się nie dłuży, ale potem wysiada się z pociągu, a książkę bez sentymentu zostawia w przedziale.

%d blogerów lubi to: