Przyjemność tekstu, rozkosz czytania

Posts tagged “Jelinek

Miłość w czasach reżimu. Herta Müller, Dziś wolałabym siebie nie spotkać

Posted on 18/08/2012

Książki Herty Müller – podobnie jak powieści Elfriede Jelinek czy Thomasa Bernharda – to rzeczy duszne, ponure i depresyjne, ale ich lektura sprawia jakąś masochistyczną przyjemność. Wystarczy przeczytać jedną stronę, by ta wyjątkowa, precyzyjna, poetycka fraza (pisałem o niej przy okazji Sercątka) natychmiast uderzyła do głowy. I chociaż Müller wciąż opowiada tę samą historię, za każdym razem robi ona piorunujące wrażenie.   Ramą narracyjną Dziś wolałabym siebie nie spotkać jest podróż zatłoczonym tramwajem. Bohaterka powieści jedzie na kolejne przesłuchanie przez Securitate, podczas którego znów stanie w krzyżowym ogniu pytań majora Albu, będzie musiała podać mu dłoń do palącego pocałunku, który otwiera każdą sesję śledztwa. Jedzie tramwajem na przesłuchanie i rozmyśla o dzieciństwie, rodzinie, nieudanym małżeństwie. O upokorzeniu („uczucie, jakby się było bosym na całym ciele”). Zastanawia się,…

Zimne, deszczowe piekło. Stig Dagerman, Niemiecka jesień

Posted on 08/05/2012

Jesienią 1946 roku do Niemiec przylatuje Stig Dagerman, korespondent jednej ze szwedzkich gazet, by – tak jak setki innych reporterów – zreferować rozmiar klęski Rzeszy. Jest to upadek ostateczny i widoczny gołym okiem: największe miasta leżą w gruzach, w których gnieżdżą się apatyczni ludzie, panuje głód i rozgoryczenie. Na powtarzane przez dziennikarzy pytanie: „czy było wam lepiej za Hitlera?” najczęściej pada odpowiedź twierdząca. Większości reporterów tyle wystarcza, by pisać o ciągle żywym duchu nazistowskim, o zasłużonej karze itd. Dagerman w ogóle takiego pytania nie zadaje. Nie kwestionuje winy Niemców jako agresorów, która jest oczywista; wychodzi jednak z założenia, że nie wszyscy byli przecież donosicielami, nazistami, członkami partii, więc czy ich cierpienie jest rzeczywiście zasłużone? większość Niemców czuła się tamtej jesieni jak w zimnym deszczowym…

Thomas Bernhard (cz. II) – „Zaburzenie”, czyli dopóki mówię, jestem

Posted on 13/01/2010

Początek Zaburzenia przywodzi na myśl opowiadanie Franza Kafki pt. Lekarz wiejski – narratorem jest syn medyka, który towarzyszy ojcu podczas jego wizyt u pacjentów. Codzienny rytm pracy przerwany zostaje wiadomością o morderstwie w gospodzie; pijany mężczyzna nazwiskiem Größl ciosem w głowę pozbawił życia żonę oberżysty. Bohaterowie powieści udają się na miejsce zbrodni, która jednak nie robi na nich specjalnego wrażenia, pamiętają bowiem o „powieszonym zdunie, o uduszonej nauczycielce, (…) zastrzelonym kuśnierzu”. Szybko więc okazuje się, że śmierć w tych stronach – w Hochgobernitz, krainie wzorowanej na Ungenach w Górnej Austrii – jest częstym gościem.   Wizyty u kolejnych pacjentów uzupełniają obraz: przez karty powieści przewija się śmiertelnie chora Ebenhöh („mój pokój stał się moim pokojem śmierci”); opętany przemysłowiec, który żyje w kazirodczym związku z…