Przyjemność tekstu, rozkosz czytania

Posts tagged “Joyce

Czytanie w toalecie

Posted on 27/04/2013

Jakiś czas temu dowiedziałem się, że w Książkach mojego życia Henry Miller poświęcił osobny rozdział zagadnieniu czytania w toalecie. Ciekawa sprawa; przypuszczałem, że pisarz – zwolennik uciech cielesnych różnego sortu – będzie raczej wychwalał ten rodzaj lektury. Otóż nie: Miller jest przekonany, że „żadnemu, nawet nieżyjącemu autorowi nie pochlebia kojarzenie jego twórczości z instalacją kanalizacyjną” a czytanie w toalecie, mówiąc krótko, jest złem i profanacją. Z przekąsem pisze: Przypuszczam, że każdy ma swój ulubiony rodzaj lektury w zaciszu toalety. Niektórzy przedzierają się przez długie powieści, inni czytują tylko najgorszą szmirę. A niektórzy pewnie tylko przewracają kartki i marzą. Ciekawe – co im się marzy? Jaki odcień mają ich marzenia? Miller jest w tej kwestii zaskakująco konserwatywny. „Nigdy nie czytałem dla zabicia czasu” – wyznaje…

Życie odwołane, czyli „Człowiek, który śpi” Georgesa Pereca

Posted on 19/02/2013

Perec opowiada w Człowieku, który śpi historię 25-letniego mężczyzny, który pewnego upalnego dnia, pod wpływem impulsu, postanawia przerwać studia, wycofać się z życia, uciec na margines, krótko mówiąc – stać się outsiderem. Zamyka się w pokoju na poddaszu paryskiej kamienicy, całymi dniami leży i wpatruje się w sufit. Swoją egzystencję sprowadza do niezbędnego minimum, do kilku powtarzalnych gestów zapewniających przetrwanie. Popada w coraz większe zobojętnienie, zrywa dotychczasowe kontakty, doznaje uczucia całkowitego wyobcowania. Stopniowo pozbawia swoje życie jakiejkolwiek wagi. Siedzisz w swoim pokoju bez jedzenia, bez czytania, niemal bez ruchu. Wpatrujesz się w miskę, w półkę, w swoje kolana, w swoje spojrzenie w pękniętym lustrze, w kubek, w wyłącznik. Wsłuchujesz się w uliczne hałasy, w kroplę wody na korytarzu (…) To twoje życie. To wszystko…

Finneganów tren. Z czym to się je?

Posted on 13/03/2012

Finnegans Wake, Finneganów tren. Leży na półce od kilku dni, przeglądam, podczytuję na chybił trafił, ważę tę potężną książkę w dłoni; czytać mi się jej w całości, na raz, po prostu nie chce. I chyba nie da się jej tak po prostu przeczytać – trzeba zrobić zapasy, zabarykadować się w mieszkaniu i brnąć przez nią całymi tygodniami, nadgryzać i smakować.   To, co czytam o Finneganów trenie, zachęcające nie jest. Krzysztof Bartnicki (autor spolszczenia) wyznaje, że tłumaczenie było mordęgą, że – czując się przez Joyce’a oszukany – chciał „dorżnąć skurwysyna, zabić, zgwałcić, wypalić do gołego morfemu”, a po skończeniu pracy, która zajęła 13 lat, nie przeczytał gotowej całości. Z kolei w pierwszych „recenzjach” powieści jak echo powraca stwierdzenie, że sens Finneganów trenu jest głęboko ukryty. Przynajmniej przed zwykłym czytelnikiem, który…

Karnawał potępieńców. Suttree, Cormac McCarthy

Posted on 28/11/2011

Nieważne, czy pisze o bandzie degeneratów przemierzających prerię (Krwawy południk), o świecie, który uległ zagładzie (Droga), czy – jak w Suttree – o Ameryce włóczęgów i pijaczków, którzy z trudem wiążą koniec z końcem. Każda powieść McCarthy’ego całkowicie zagarnia czytelnika, od pierwszej do ostatniej strony kurczowo trzyma go przy sobie, nie pozwalając na chwilę wytchnienia. Nie inaczej jest w przypadku Suttree. Już pierwsze zdania poetyckiego, wizyjnego prologu, w którym McCarthy oprowadza nas po mrocznych zaułkach miasta, gdzie będzie się rozgrywała akcja książki, przynoszą obietnicę literackiej uczty: w niebieskim świetle latarni biegną w ciemność tory tramwajowe, zakrzywiające się w tombakowym zmierzchu niczym kogucie ostrogi. Stal powoli oddaje nagromadzone za dnia ciepło – wyczuwasz je nawet przez podeszwy butów. Mijasz magazyny z falistej blachy, idziesz krótkimi,…

Poranne golenie (McCarthy, „Suttree” | Joyce, „Ulisses”)

Posted on 13/11/2011

Czytam Suttree McCarthy’ego (więcej tutaj) i raz po raz natykam się na fragment, który przypomina mi jakąś scenę z Ulissesa, znajduję paralelne postaci, zdarzenia, miejsca. Myślałem, że to skutek mojego dawnego ulissesowego fixum-dyrdum, ale – jak się okazuje – nie tylko. Na oficjalnej stronie McCarthy’ego tekst o Suttree, a w nim taka wzmianka: „Suttree porzucił swoją zamożną rodzinę oraz intelektualną przeszłość, by wędrować po slumsach Knoxville niczym jakiś współczesny Leopold Bloom (nawiązania do arcydzieła Joyce’a, Ulissesa, są w powieści wręcz namacalne)”. Żartobliwe case study: poranne golenie.   „Stateczny, pulchny Buck Mulligan wynurzył się z wylotu schodów, niosąc mydlaną pianę w miseczce, na której leżały skrzyżowane lusterko i brzytwa. Żółty, nie przewiązany szlafrok powiewał za nim lekko w łagodnym, porannym powietrzu. Uniósł miseczkę i zaintonował: Introibo…