Przyjemność tekstu, rozkosz czytania

Posts tagged “Kafka

Miłość w czasach reżimu. Herta Müller, Dziś wolałabym siebie nie spotkać

Posted on 18/08/2012

Książki Herty Müller – podobnie jak powieści Elfriede Jelinek czy Thomasa Bernharda – to rzeczy duszne, ponure i depresyjne, ale ich lektura sprawia jakąś masochistyczną przyjemność. Wystarczy przeczytać jedną stronę, by ta wyjątkowa, precyzyjna, poetycka fraza (pisałem o niej przy okazji Sercątka) natychmiast uderzyła do głowy. I chociaż Müller wciąż opowiada tę samą historię, za każdym razem robi ona piorunujące wrażenie.   Ramą narracyjną Dziś wolałabym siebie nie spotkać jest podróż zatłoczonym tramwajem. Bohaterka powieści jedzie na kolejne przesłuchanie przez Securitate, podczas którego znów stanie w krzyżowym ogniu pytań majora Albu, będzie musiała podać mu dłoń do palącego pocałunku, który otwiera każdą sesję śledztwa. Jedzie tramwajem na przesłuchanie i rozmyśla o dzieciństwie, rodzinie, nieudanym małżeństwie. O upokorzeniu („uczucie, jakby się było bosym na całym ciele”). Zastanawia się,…

Moskwa–Pietuszki, czyli love story po radziecku

Posted on 11/07/2012

Moskwa–Pietuszki, czyli pijacka odyseja Wieniedikta Jerofiejewa. Bohater książki wyrusza pociągiem z dworca Kurskiego w stolicy Rosji w kierunku Pietuszek, gdzie czeka nań kobieta (lekkich obyczajów) z warkoczem do pasa. Dla zabicia czasu Wieniczka raz po raz zagląda do butelki, i – jak się wszyscy domyślają – im bliżej końca podróży, tym jego stan jest bardziej opłakany. Stosunkowo „grzeczne” rozmowy, które prowadzi ze współpasażerami – o kobietach, polityce, filozofii – przeradzają się w pijackie majaki: Wienia dyskutuje z aniołami, jest kuszony przez szatana, ścigany przez erynie. Im bliżej końca, tym gęstsza atmosfera paranoi i strachu, trochę jak u Kafki.   Moskwa–Pietuszki, czyli love story po radziecku, mocno zaprawiona wszelkiego rodzaju trunkami. Przelewają się u Jerofiejewa hektolitry alkoholu: wódka czysta, kubańska, żubrówka, cytrynówka, pieprzówka, piwo, wino…

Mroźne, zimowe powieści

Posted on 01/12/2010

Zima znów zaskoczyła drogowców; dla tych, którzy ugrzęźli w domu, w księgarni albo bibliotece i nie mogą się stamtąd w żaden sposób wydostać, przygotowałem listę kilku „mroźnych” powieści, czyli takich, których akcja rozgrywa się w trzaskającym mrozie, po kolana w śniegu.   Na początek Zamek Kafki: „Był późny wieczór, kiedy K. przybył. Wieś leżała pod głębokim śniegiem. Góry zamkowej nie było wcale widać, otoczyły ją mgły i mrok, nawet najsłabsze światełko nie zdradzało obecności wielkiego zamku”. Numer dwa – Thomas Bernhard i jego przeszywający Mróz, wstrząsany paroksyzmami szaleństwa: „– Nie jestem malarzem – powiedział dzisiaj – co najwyżej byłem pacykarzem. Byliśmy w lesie. Bez słowa. Przemawiał jedynie mokry, oblepiający stopy kilogramowym ciężarem śnieg, wtrącał się niezrozumiale wprawdzie, lecz stale. W milczenie”. Po lesie błąkają się również bohaterowie…

Thomas Bernhard (cz. II) – „Zaburzenie”, czyli dopóki mówię, jestem

Posted on 13/01/2010

Początek Zaburzenia przywodzi na myśl opowiadanie Franza Kafki pt. Lekarz wiejski – narratorem jest syn medyka, który towarzyszy ojcu podczas jego wizyt u pacjentów. Codzienny rytm pracy przerwany zostaje wiadomością o morderstwie w gospodzie; pijany mężczyzna nazwiskiem Größl ciosem w głowę pozbawił życia żonę oberżysty. Bohaterowie powieści udają się na miejsce zbrodni, która jednak nie robi na nich specjalnego wrażenia, pamiętają bowiem o „powieszonym zdunie, o uduszonej nauczycielce, (…) zastrzelonym kuśnierzu”. Szybko więc okazuje się, że śmierć w tych stronach – w Hochgobernitz, krainie wzorowanej na Ungenach w Górnej Austrii – jest częstym gościem.   Wizyty u kolejnych pacjentów uzupełniają obraz: przez karty powieści przewija się śmiertelnie chora Ebenhöh („mój pokój stał się moim pokojem śmierci”); opętany przemysłowiec, który żyje w kazirodczym związku z…

„Bezkrwawa ekspedycja przeciwko milczeniu” (M. P. Markowski, „Życie na miarę literatury”)

Posted on 13/11/2009

Wydano właśnie czwarty – o ile dobrze liczę – tom esejów Michała Pawła Markowskiego, zatytułowany Życie na miarę literatury. Pierwszą, bardziej teoretyczną część książki, omawiam krótko poniżej; do drugiej, w której występują m.in. Marek Bieńczyk, Witold Gombrowicz, Franz Kafka, Fernando Pessoa, Marcel Proust i Witkacy – po prostu odsyłam, bo zapewniać o klasie esejów chyba nie muszę.   Jak oznajmia autor, książka jest swego rodzaju manifestem. Markowski tłumaczy, czym jest według niego (i dla niego) literatura i jaką spełnia rolę w codziennym życiu. Nie jest  bowiem tak, że nie pełni ona żadnej roli, albo istnieje tylko na marginesie. Markowski twierdzi, że życie bez literatury po prostu nie ma sensu. Ów sens „nie rośnie na polu, nie spoczywa w głębi oceanu i nie buja się…