Przyjemność tekstu, rozkosz czytania

Posts tagged “Kuczok

Książki, na które warto czekać (cz. 6)

Posted on 01/11/2013

Krótki przegląd zapowiedzi literackich na najbliższe miesiące (listopad-styczeń):   1) Wojciech Kuczok, Obscenariusz, WAB. Pierwsza książka Kuczoka od czasu bardzo dobrych Spisków  z 2010 roku (nie liczę Poza światłem, w której Kuczok pisze o swojej pasji do gór i grot). „Zaskakujący zbiór opowiadań (…) W swojej nowej książce Kuczok przygląda się życiu erotycznemu śląskich celebrytów, dawnych i dzisiejszych, a także sławnym ludziom, którzy przyjeżdżali na Śląsk, by zabawić się bez żadnych zahamowań. Co ciekawe, nie są to tylko historie współczesne. Honoriusz Balzak i Ewelina Hańska, Theodor Kalie, Franz von Winckler i wiele innych. Jednym słowem: kalejdoskop postaci znanych, zapomnianych oraz fikcyjnych”.   2) Paweł Huelle, Śpiewaj ogrody, Znak. Prozatorski powrót Huellego – jednego z najpopularniejszych pisarzy lat 90. – po pięciu latach przerwy. W Śpiewaj ogrody…

Morfina. Szczepan Twardoch

Posted on 03/02/2013

O tym, że czytanie najnowszej polskiej prozy – podobnie jak oglądanie polskich filmów – jest zazwyczaj doświadczeniem masochistycznym, nie muszę chyba nikogo przekonywać. Wyjątki można policzyć na palcach jednej ręki. Zabierając się za Morfinę Szczepana Twardocha, powieść nagrodzoną niedawno Paszportem Polityki, niczego wyjątkowego się nie spodziewałem, bo czytałem jego opowiadania z tomu Tak jest dobrze. W przeciwieństwie do większości recenzentów, którzy pochlebnie wypowiadali się o tym zbiorze („jest w tych pesymistycznych wizjach coś magnetycznego. Jak u Cormaca McCarthy’ego”, pisał recenzent „Polityki”, z kolei w „Rzeczpospolitej” czytam: „to po prostu dobre pisarstwo: mocne, zadziorne, bolesne do tego stopnia, że tak chwalone książki Wojciecha Kuczoka wydają się przy Twardochu manierycznym i rozmemłanym popiskiwaniem”), dla mnie były to opowiadania co najwyżej przeciętne. Mówiąc wprost – schematyczne, przewidywalne, zaskakujące językową…

„Spiski” Wojciecha Kuczoka

Posted on 13/11/2010

„Stan wojenny wkroczył w fazę plugawego spowszednienia, kiedy mój ojciec zadecydował, że należy mi skrócić rok szkolny. Po trzynastym grudnia miotał się pośród niespełnionych klątw i codziennie wymyślał najróżniejsze, nigdy niezrealizowane formy protestu przeciw systemowi, jakby chciał się przed nami usprawiedliwić, że nikomu nie przyszło do głowy go internować”. Tak rozpoczyna się nowa powieść Wojciecha Kuczoka, Spiski. Przygody tatrzańskie; wiadomo, początki są ważne (jeden z bohaterów Pilcha pisał kiedyś, zdaje się, pracę magisterską o pierwszych zdaniach powieści), a ten podziałał na mnie piorunująco – nie mogłem się od tekstu oderwać.   Książka składa się z pięciu części, których akcja rozgrywa się od 1982 do 2000 roku, w czteroletnich, mundialowych odstępach, zazwyczaj podczas wakacji. Bohater zatem z rozdziału na rozdział staje się coraz bardziej dojrzały,…

„Dziennik” Stasiuka: o szarości w PRL-u

Posted on 11/11/2010

Jak obiecałem, cytuję fragment Dziennika pisanego później, w którym Stasiuk trafnie zauważa powtarzalność i nieustanne powielanie klisz w przedstawianiu rzeczywistości PRL. Słowo kluczowe: szarość. Wpisałem w google frazę „szarość PRL”, znalazło się 111 tys. wyników; „Solidarność PRL” daje 344 tys., „ZOMO PRL” 56 tys. Coś jest na rzeczy z tą szarością, czytam Spiski Kuczoka, stoi jak byk: „biel byłaby zbyt prowokacyjna w kraju wiecznie przyprószonym, szarzejącym i zgnębionym”. We „Wproście” znalazłem z kolei wyniki ankiety przeprowadzonej na grupie osób urodzonych po 1989 roku, co piątej z nich hasło PRL z niczym się nie kojarzy. To niech już będzie ta szarość. Stasiuk: Czasem zabieram dzieciaki, gdy stoją przy szosie, machają i chcą jechać. Wrzucają plecaki do bagażnika, wsiadają, śmierdzą tak samo, jak ja musiałem śmierdzieć…

“Toksymia” Małgorzaty Rejmer

Posted on 19/05/2010

Przeczytałem wreszcie Toksymię Małgorzaty Rejmer, debiut książkowy, na który ostrzyłem sobie zęby od dłuższego czasu. Trochę jestem rozczarowany, choć wina leży raczej po mojej stronie, sam sobie ten niedosyt zgotowałem: jakiś czas temu połknąłem w księgarni kilka pierwszych stron Toksymii, które bardzo mi się spodobały, i spodziewałem się, że całość będzie utrzymana w podobnym stylu. A nie jest. Krótko mówiąc – oczekiwałem zjadliwej opowieści o Polsce, która „jest krajem tolerancyjnym, chociaż bez zbędnej przesady. (…) Polacy mają w sobie wiele ran, zarobaczonych i brudnych, które śmierdzą. Polską raną jest mężczyzna o kulach, w ortalionie. Należy go zdezynfekować, odrobaczyć i wyperfumować, żeby był Polakiem stylizowanym na manekiny z europejskich sklepów (…)”, dostałem zaś solidną, oszczędną prozę psychologiczną.   Na początek warto wziąć pod lupę chwytliwy…