Po lekturze kilku stron Marszu Polonii Jerzego Pilcha byłem pewien, że trzymam w rękach dalszy ciąg zwierzeń Gustawa ze Spisu cudzołożnic (przeświadczenie zdawało się tym bardziej słuszne, że jeden z rozdziałów słynnej książki krakowskiego prozaika nosi tytuł Marsz, marsz Polonia). Narrator powieści wyznaje, że z okazji 52 urodzin zapragnął sprawić sobie rozkoszny prezent – „inteligentną, szczupłą i mierzącą najmniej metr siedemdziesiąt dziewczynę lekko przed trzydziestką”. Czasu daje sobie „tyle, ile Chrystus na Zmartwychwstanie: cały weekend”. Kilka stron dalej Pilch puszcza oko do czytelnika: wspomina o zakupionej niedawno w  antykwariacie książce Rzecz o mych smutnych kurwach (polski tytuł kończy się łagodniej), najświeższej powieści Gabriela G. Márqueza, której bohaterem jest 90-letni mężczyzna, z okazji urodzin pragnący – w ramach prezentu rzecz jasna – uwieść nieletnią dziewicę.…