Przyjemność tekstu, rozkosz czytania

Posts tagged “reportaż

Jutro przypłynie królowa. Maciej Wasielewski

Posted on 18/08/2013

W szarawym świcie ledwo dostrzegalna, złudna, tak że nie sposób ocenić, jakie ma kształty. Tylko krzyk, który odbija się od ścian i wraca echem, nakazuje myśleć, że nie będzie łatwego podejścia. Żadnej plaży, doku, piaszczystej ławicy. Tylko para, wszędzie para, której nie zdążyło jeszcze wessać słońce. Sól drażni oczy, wilgotne powietrze wgryza się w płuca. Silnik zgasł, statek zakotwiczył w bezpiecznej odległości. Pitcairn. Wpisuję tę nazwę w Google Maps i widzę maleńką wyspę na Oceanie Spokojnym. Potem kilkakrotnie pomniejszam mapę – ekran cały czas wypełnia błękit oceanu; w końcu pojawia się Australia i Ameryka Południowa. Pitcairn, synonim odosobnienia. Statki docierają tu sześć razy w roku. Mogłoby się wydawać, że to raj na ziemi, gdzie szczęśliwie żyje niewielka społeczność: kilkudziesięciu nieufnych mieszkańców, którzy skrupulatnie kontrolują,…

Günter Wallraff, Z nowego wspaniałego świata

Posted on 21/05/2012

Metody zdobywania informacji, którymi posługuje się Günter Wallraff, od początku wywoływały wiele emocji. Gdy w 1977 roku opublikował książkę Wstępniak, w której odsłaniał kontrowersyjne sposoby pracy „Bilda”, wydawca pozwał go do sądu. Wallraff zatrudnił się w tabloidzie pod przybranym nazwiskiem i rozpoczął podwójne życie – w godzinach pracy był zdolnym do wszystkiego, bezwzględnym reporterem, który polował na szokujący materiał. Po wyjściu z redakcji zbierał materiały do Wstępniaka, by w ostrym świetle pokazać nieprawidłowości, jakich dopuszczał się „Bild”. Koncern Springera sprawę przegrał. Wallraff zyskał sławę i zaufanie, stał się człowiekiem-instytucją, do której Niemcy zaczęli się zwracać z prośbą o interwencję: Nie ma tygodnia, żebym nie dostawał listów albo e-maili, w których ludzie z całych Niemiec opisują, jakie szykany spotykają ich codziennie w pracy. Niekiedy nawet przychodzą…

Zimne, deszczowe piekło. Stig Dagerman, Niemiecka jesień

Posted on 08/05/2012

Jesienią 1946 roku do Niemiec przylatuje Stig Dagerman, korespondent jednej ze szwedzkich gazet, by – tak jak setki innych reporterów – zreferować rozmiar klęski Rzeszy. Jest to upadek ostateczny i widoczny gołym okiem: największe miasta leżą w gruzach, w których gnieżdżą się apatyczni ludzie, panuje głód i rozgoryczenie. Na powtarzane przez dziennikarzy pytanie: „czy było wam lepiej za Hitlera?” najczęściej pada odpowiedź twierdząca. Większości reporterów tyle wystarcza, by pisać o ciągle żywym duchu nazistowskim, o zasłużonej karze itd. Dagerman w ogóle takiego pytania nie zadaje. Nie kwestionuje winy Niemców jako agresorów, która jest oczywista; wychodzi jednak z założenia, że nie wszyscy byli przecież donosicielami, nazistami, członkami partii, więc czy ich cierpienie jest rzeczywiście zasłużone? większość Niemców czuła się tamtej jesieni jak w zimnym deszczowym…