Przyjemność tekstu, rozkosz czytania

Posts tagged “Tkaczyszyn-Dycki

Jesień. Saletra, fosfor, ostre powietrze

Posted on 09/10/2012

„Idzie jesień, będzie psychicznie trudniej” – jeden z tych niezastąpionych tekstów Świetlickiego, które do mnie co jakiś czas wracają. Przyszła, jest; dobra okazja, by puścić zestaw wierszy moich ulubionych poetów (Świetlicki, Sosnowski, Tkaczyszyn-Dycki, Honet) z październikiem w tle.   Słupsk 84 Październikowe i ostre powietrze lepiej by smakowało w innym mieście, nie tu. Wsiąść do nocnego, pustego tramwaju, drzemać tuż przy drzemiącym swym barwnym odbiciu w zawilgoconej szybie – jechać, drzemać. Tymczasem jednak sypiam w ośmioosobowej sali i wykonuję polecenia bydląt. Tutaj, w złym miesiącu, lepiej widać zmierzchy, źdźbła trawy, tęcze. Wulkan olśniewa najlepiej tych, których dotknie palcem lawy.   Marcin Świetlicki, z tomu Zimne kraje (1992)   Jesień Oni też przekraczają miarę, burmistrz i elita, przysyłając listy pełne świetnych ofert życia tak zawrotnego, że blask…

(nie)śmiertelne piosenki. Marcin Świetlicki, „Wiersze” (zebrane)

Posted on 20/06/2011

To są moje śmiertelne piosenki wrzeszczane na torach kolejowych w śniegu / i nocy, pisze Świetlicki w Nieczynnym, po raz kolejny przekonując czytelników, że główną materią jego wierszy nie są wcale alkohol i papierosy, ale śmierć. Już w wierszu otwierającym debiutanckie Zimne kraje poeta deklarował: będziemy obserwować postępy ciemności. Czymkolwiek ta ciemność jest – strachem, starością, samotnością czy śmiercią właśnie – towarzyszy Świetlickiemu od ponad dwudziestu lat pisania wierszy.   I dobrze się stało, że wreszcie można je dostać w jednym tomie, bo co to był za paradoks: spośród trzech najbardziej uznanych współczesnych poetów zarówno Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, jak i Andrzej Sosnowski mieli już swoje zbiorowe wydania (nawet po dwa!), a Świetlicki, najpopularniejszy z nich (bo przecież nie mówi się Sosnowskim ani Tkaczyszynem-Dyckim, mówi się Świetlickim),…

Dzięki Izie schizie mam się zajebiście

Posted on 03/04/2011

Sfereo znalazł nagranie, na którym Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki melorecytuje kilka swoich niepublikowanych wierszy w rytm transowej, elektronicznej muzyki. Jak zwięźle informuje poeta, tytuł tomu miał brzmieć Palce podpalaczy rąk i nóg, wiersze zaś zostały napisane w 1987 roku, podczas pobytu Dyckiego w klinice psychiatrycznej. Mocne i poruszające. * 10 palców czyli 10 prosiaków schizofrenii 10 palców i jak nakarmić sobą jeszcze jedno prosię kiedy choroba prześladuje nas zwisającymi pośladkami innych chorych 10 palców schizofrenii gotowych na wyciągnięcie ręki jak więc można nazwać 10 palców jednym kwiatem na gnoju który specjalnie dla mnie został się po wielu chorych w brudnych prześcieradłach 10 palców czyli 10 prosiaków schizofrenii wygubionych przez biegunkę i nie wiadomo przeciwko komu i czemu należy się szczepić w brudnych prześcieradłach jestem coraz bardziej polskojęzyczny * po…

Dwa dwudziestolecia

Posted on 17/09/2010

W nowym „Toposie” (2-3/2010) debata o tym, które dwudziestolecie było lepsze – międzywojenne czy to, które rozpoczęło się po 1989 roku? Wstępniaka napisał Krzysztof Dybciak; początkowe partie tekstu podkreślają oczywiste podobieństwa między wspomnianymi okresami (odzyskanie niepodległości, zwłaszcza komunikacyjnej; uwolnienie się od ideologicznego jarzma; pragnienie radykalnej odnowy i przemiany rzeczywistości), w kolejnych zaczyna się „szukanie dziury w całym”. Niby nie możemy „przejść od zdań opisujących do oceniających”, bo te dwie rzeczywistości były zupełnie różne, z drugiej jednak strony autor tekstu pokusił się o kilka porównań, których esencjonalną próbę cytuję poniżej: (…) zapytajmy o wartość zjawisk, które wydają się podobne w obu dwudziestoleciach. Czy poeci „bruLionu” dorównują skamandrytom? Jak wypada Świetlicki w zestawieniu z międzywojennym Wierzyńskim, jak Podsiadło z Tuwimem a Koehler z Lechoniem lub Iwaszkiewiczem?…

Resetowanie wierszy – “Poems” Andrzeja Sosnowskiego

Posted on 05/06/2010

O wierszach Andrzeja Sosnowskiego napisano kiedyś, że charakteryzuje je „odmowa łatwego kontaktu” (K. Maliszewski). Po lekturze tomu poems skłaniałbym się bardziej ku twierdzeniu, że są to utwory odmawiające kontaktu w ogóle, zamknięte na czytelnika, hermetyczne.   Nie wypada o nich pisać źle – Sosnowski od dłuższego czasu wymieniany jest jako jeden z trzech poetów, którzy nadają ton najnowszej polskiej poezji, obok Marcina Świetlickiego i Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego. W pojawiających się co pewien czas podsumowaniach i rankingach poetyckich Sosnowski niezmiennie zaliczany jest do luminarzy poezji awangardowej, de- i rekonstruującej język poetycki. Wracam do Sosnowskiego, ale raczej do wczesnych tomów – jego nowe wiersze wzbudzają we mnie lęk i niezrozumienie.   poems jest tomem, który co chwilę odwołuje się do otaczającej nas rzeczywistości; otwiera go fragment tekstu piosenki…